Zamyślenia z kościelnej ławy

Bilety na Arkę. I Niedziela adwentu. 01.12.2019r.

Rozpoczynamy Adwent. Słyszymy dziś - „w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, że przyszedł potop i pochłonął wszystkich”. Do nas też doszły takie czasy, że możemy nie spostrzec  się,  że przyszedł Bóg. Będziemy zajęci i skupieni na czym innym niż spotkaniem z Bogiem. Ilu z nas patrzy wokoło za tym za czym powinniśmy, słuchamy tego co powinniśmy , czytamy to co powinniśmy. Na co zwracamy uwagę, na czym spędzamy nasz czas (lub marnujemy).?  

 

Czas adwentu to właśnie czas zauważenia Boga, wsłuchania się w Jego Słowo. Bóg już ochrypł z tego, że ciągle nam powtarza o tym samym, a my się do tego przyzwyczailiśmy i skoro nic się od lat się nie wydarzyło to też się jutro nie wydarzy. Tak sądzimy. Jesteśmy pewni? Słowo na niedzielnej mszy jednym uchem wpadło, a drugim wypadło i tak z tygodnia na tydzień.  Przyzwyczajenie, rutyna, chodzimy do kościoła, a czy jesteśmy w Kościele? Dziś czytamy, że Jezus mówi „dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona.”

 

Co warunkuje abyśmy się znaleźli w grupie zabranych, skoro on i ja robimy to samo, to czemu on ma być wybrany a nie ja? Od czego decyzja Boga będzie zależeć i czy mam na to jakikolwiek wpływ. Pamiętajmy że, Bóg jest miłosiernym sędzią sprawiedliwym. Miłosierdzie Boże przewyższa nasze starania, ale musimy się starać. Jezus mówi o naszym codziennym życiu, o pracy. To też wskazówka aby traktować po pierwsze pracę naszą zawodową jak najbardziej poważnie, wykonywać ją należycie, bo przez pracę też dajemy świadectwo o Jezusie. Smutne jest gdy ktoś zewnętrznie pokazuje że jest chrześcijaninem (np. różaniec na palcu, krzyżyk na zewnątrz a nie pod ubraniem), a pracę wykonuje nienależycie. To jest antyświadectwo. Praca nasza nas wzbogaca nie tylko materialnie, ale też i duchowo.

 

Spróbujcie gdy pracujecie dziękować Bogu za to że dał siły aby pracować, dał talenty aby rozwiązywać problemy, dał jasność umysłu, dał spostrzegawczość gdy śrubka spadnie, podziękować Bogu za współpracę, itd. Poczujmy się w naszej pracy jak czeladnik u mistrza. Ja czeladnik dziękuje mistrzowi (BOGU) że udało mi się zreperować rower, nastroić gitarę, pomalować pokój, przewinąć niemowlę (bez zbytniej szkody dla dzieciątka i strat wokoło

Sposobność - 17.11.2019r

 Jak czytamy słowa Jezusa  o świątyni, że  ”Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony” to gdy sobie uświadomimy jak ogromna była świątynia w Jerozolimie (dzisiejsza „ściana płaczu” to tylko mały fragment jednej ze ścian tejże świątyni) to jasne jest że można niedowierzać. Generalnie słowa Jezusa się ziściły, bo nie mogło być inaczej. Powstanie żydowskie w 70 r. doprowadziło do tego że rzymianie zburzyli świątynię, a że nie ma w dziejach świata, a tym bardziej narodu wybranego zdarzeń które nie byłby ingerencją lub z przyzwolenia  Boga, to znaczy był to kolejny znak dla nich i dla nas. Wszystko to po to, aby nam dziś, tu i teraz pokazać w jakich czasach żyjemy - ostatecznych. Uczniowie Jezusa myśląc o mesjaszu i mając na uwadze słowa Starego Testamentu nie zatrwożyli się tymi słowami, nie spanikowali, nie porzucili Jezusa aby być przy najbliższych i ostrzec, zgromadzić zapasy na te czasy ostateczne, bo  - czekali na ten moment. Tylko spytali – jakie znaki będą? A my? Czy czekamy na ten moment? Oczywiście „brukowce” na podstawie „naukowych dowodów”  mówią o kolejnych datach końca tego świata. Lecz tam się nie mówi co dalej i czego będzie to koniec.  Trwożymy się gdy słyszymy o wojnach, trzęsieniach ziemi, pożarach, suszy, tajfunach, dziurze ozonowej, wypalaniu lasów amazońskich, plastikach w ocenie i wymieraniu gatunków.  O tym się mówi i pisze. Mniej się pisze  o zabijaniu nienarodzonych dzieci lub chrześcijan w imię wiary.  W samej Europie były już zarazy wyniszczające znaczna liczbę ludzi (wprawdzie wieki temu), wojny światowe i czy to były już te znaki o których mówił Jezus? Co chce mi Bóg dziś powiedzieć, czy chce mnie wystraszyć czy pocieszyć, czy podpowiedzieć co będzie,  czy raczej pokazać jak mam czynić. Dla mnie wśród zdań dzisiejszej Ewangelii jest jedno które jest najważniejsze - „Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa”. No powiem, mamy więc już te czasy, aby swoim życiem składać świadectwo.  Gdzie, a no wszędzie i przy byle czym. Codziennie. Szczególnie w domu, w pracy, na urlopie, w czasie męskich spotkań (nie tylko MSJ – dla nie wtajemniczonych Mężczyzn Świętego Józefa) np. przy piwku. Po prostu wszędzie nie bać się być sobą, a to znaczy dzieckiem Boga. Nie być pod publikę, pod sytuację, pod zwierzchnika, pod kumpla. Mamy być czujni, a gdy trzeba to reagować. Jak – ano Jezus mówi, że „Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić.” Tak więc zaufajmy Panu, tak naprawdę zaufajmy, a wtedy - „Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie”.  Żyjemy w takich czasach, tu u nas, że spowszedniało nam zło. Jest podawane na tacy w białych rękawiczkach (np. ostatnie doniesienia o tym co się stało w parku rozrywki Disneya w Paryżu, jak działa Netflix itd. – spojrzyjcie na stronę https://www.citizengo.org/).  Mamy zło pokazywać rękami ubrudzonymi od pracy, wspierać dobro słowem, czynem i finansowo (o tym dziś pisze św. Paweł). Osobiście można też podejść do słów Jezusa wypowiedzianych względem naszego domu.  Pieczołowicie budowany, zadbany, remontowany, inwestujemy w niego, a tu nic z niego nie pozostanie. A może to wskazówka, że dom to nie koniecznie tylko materia, ale przede wszystkim my. My nie podlegamy zburzeniu, a życiu wiecznemu. Czy z chwilą nastania tego dnia o które modlimy się rano i wieczorem („przyjdź królestwo Twoje”) będziemy słomą do spalenia czy też „dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego promieniach”, będzie głównie zależało od Boga, ale to nie znaczy, że dziś mamy być chorągiewką na wietrze i leniem, ale świadkami Boga. Składajmy świadectwo codziennym życiem.

 

Szczęść Boże

Krzysztof Wróblewski


Święto Niepodległości Polski. Zadanie. 11.11.2019r

     Dziś rozważania nie niedzielne, ale poniedziałkowe, bo 11 listopada to nasze narodowe święto – Święto Niepodległości Polski.  Flagowanie obowiązkowe, a że nie ma przypadków zobaczmy co mamy za Słowo na ten dzień w tym 11.11.2019r.Ten dzień to wspomnienie obowiązkowe św. Marcina z Tours, biskupa. urodził się ok. 316 r. w Panonii (dzisiejsze Węgry). Jego ojciec był rzymskim trybunem wojskowym. Mając 15 lat wstąpił do armii Konstancjusza II. W czasie odbywania służby wojskowej spotkał żebraka, który poprosił go o jałmużnę. Marcin oddał mu połowę swej opończy. Następnej nocy ukazał mu się Chrystus odziany w ten płaszcz i mówiący do aniołów: 'To Marcin okrył mnie swoim płaszczem'. Pod wpływem tego wydarzenia Marcin przyjął chrzest i opuścił wojsko. W 361 r. założył pierwszy klasztor w Galii - w Liguge. Dziesięć lat później, mimo jego sprzeciwu, lud wybrał go biskupem Tours.

 

     Ta postać coś nam mówi. Odzyskaliśmy wolność w wyniku działań militarnych i politycznych, i sytuacji byłych zaborców. Służyć ojczyźnie w obronie jak najbardziej, a jak widać na przykładzie św. Marcina to służba, miłosierdzie dla innego człowieka dopiero robi to co jest nasza największą powinnością – miłość bliźniego. W dzisiejszej Polsce mocno podzielonej politycznie nam, tym którzy uważają, że są katolikami szczególnie są potrzebne słowa dzisiejszej Ewangelii. „Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych. Uważajcie na siebie. Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu. I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do ciebie, mówiąc: 'Żałuję tego', przebacz mu”. Ile mamy zgorszenia w Polsce, aby nie było bezosobowo to powiedzmy wokoło siebie i jak reagujmy? Ostro, z ostrym słowem i gestami. Zgorszenia zawsze przychodziły i będą przychodzić, bo szatan nie śpi, a uśpiona wiara powoduje, że nagle zachłyśnięci wolnością, pełnymi pułkami, podróżami (a i teraz do krainy marzeń - USA), samodoskonaleniem, indywidulną dietą i rozwojem, to Bóg schodzi na dalszy plan.

     Nie szukamy Bożego planu naszego życia, tylko najpierw planujemy nasze życie (tak jak służbę wojskową św. Marcin), a gdzieś jakby równoległy, z boku jest świat wiary. W tekście dzisiejszym mamy słowa o przebaczeniu, wielokrotnym przebaczeniu, gdy ten co stwarza zgorszenie żałuje za swe czyny. W tym cała trudność, aby się na gorszyciela nie wypinać a napominać, nie obrzucać błotem a modlić się za niego, nie krzywdzić jak on nas lub nasze dzieci, ale czynem, postawą zgodnie z prawem prostować jego spojrzenia na rzeczywistość. To szatan gorszycielowi dał zaćmę na oczy i nie widzi świata jakim jest, a to przecież jest Boży świat. My mamy gorszycielowi zdjąć tą zaćmę z oczu. Dlatego naszym obowiązkiem jest udzielnie się w działaniach zgodnych z nauką Kościoła, zgodnie z prawem w naszej wolnej Ojczyźnie.

      Aby to się wszystko stało to również jak Apostołowie prośmy - „Przymnóż nam wiary”. To jest nasze zadanie na dziś i jutro. Działanie z wiarą, z Bogiem, a wtedy „powiedzielibyście tej morwie: «Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze», a byłaby wam posłuszna”.”

      Boże przymnóż mi wiary na dziś, na jutro. Ucz mnie pokory, miłosierdzia i zrozumienia tych co gorszą, bo i ja może jestem gorszycielem.  

 

Szczęść Boże

Krzysztof Wróblewski


Zacheuszowe spotkania. 03.11.2019r

 

     Widzimy niewysokiego wzrostu szefa celników. Może w czasach pokoju wzrost Zacheusza nie dałby szansy aby się wybił na jakieś stanowisko w takim społeczeństwie jak żydowskie. Jest to człowiek zaradny, potrafi zadbać o swoje interesy bo jest napisane że był bogaty. Mając w życiu doczesnym dostatek jednak cos mu brakowało.

     Tak to jest i dziś. Czytamy (choć tzw. popularne kolorowe tygodniki niechętnie takie sprawy ujawniają, bo wolą inne sekrety życia ujawniać) o nawróconych celebrytach, członkach zespołów rockowych, naukowcach, sportowcach.  Ludzie, którym nic jak to się mówi do szczęścia nie brakowało, a jednak coś ich gniotło w na duszy. Tak samo było z Zacheuszem. Jak jest napisane „Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest”. Ciekawość początkiem nawrócenia. No właśnie.

     Jak mówi Papież – „nie siedźmy na kanapie”, bądźmy ciekawi kto to Jezus. Swoja życiową zaradność skierujmy na Boga. Bóg to zauważy, tak jak Zacheusza na drzewie. Czy ktoś chodząc po ulicy i to wśród tłumu patrzy do góry? Nie patrzymy, jak przebrnąć przez ten tłum. Może Apostołowie jak ochraniarze torowali drogę, ale niech sobie kto była na koncertach przypomni, jak wygląda nacierający tłum. Jezus jednak dostrzegł Zacheusza. Bóg ma tą cechę, że dostrzega tych którzy tylko zapałają chęcią, nic więcej, tylko chęć spotkania Jego. Dalej to działa On, Bóg. Zacheusz ni był z tych celników, którzy grabili i oszukiwali, bo mówi – „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”. Jest to tryb przypuszczający i to w dodatku wg oceny nie Zacheusza a osób trzecich.

     Można więc powiedzieć, że mimo życiowej roli celnika, współpracownika z okupantem nie był złodziejem, nieuczciwym człowiekiem. W swej sytuacji żył, jak powinien. Tak jest z wieloma ludźmi, którzy uwikłali swe życie i powszechnie są traktowani jako ludzie, którym się nie ufa (narkomani, byli skazani za rozboje, kradzieże, a nawet żyjący w związkach niesakramentalnych).

     To co stało się z Zacheuszem to przykład, iż nie należy się poddawać. Bóg zauważy twoja chęć spotkania z nim bez względu na to w jaki zaułek zabrnąłeś, jak dalece się Twoje życie poplątało (nie z winy Boga). Bóg szuka człowieka, aby obdarzać go zbawieniem. Odważmy się wyjść i odszukać Boga ponad tłumami które nas od Niego odgradzają. Musimy znaleźć swoja sykomorę, aby nie myśleć jak się przepychać przez tłum, aby Go zobaczyć, ale mieć Go w zasięgu słowa. Bóg do nas mówi a w tłumie, gdzie co chwilę ktoś rozprasza i trzeba uważa nie na słowa, ale aby ustać, to nie spotka się Boga. Boga się spotyka osobiście.

     Ta dzisiejsza Ewangelia jest dla takich wyrzutków jak i ja, aby wiedzieli, że Bóg nas szuka, i to On jest bardziej spragniony nam coś dać (zbawianie) niż my.  Boże, jak się cieszę, że pozwalasz mi z Tobą rozmawiać w tych rozważaniach. To są takie Zacheuszowe spotkania. Polecam.

Chwała Tobie Panie.

 

Szczęść Boże

Krzysztof Wróblewski


Uroczystość poświęcenia kościoła własnego 27.10.2019r

    Można odnieść fałszywe przeświadczenie wg dzisiejszej Ewangelii, że Bóg sprzyja bardziej grzesznikom, rozpustnikom, złodziejom, niż tym co przestrzegają prawo. Mamy obraz faryzeusza, który dziękuje Bogu za to, że nie zbłądził” jak zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik”, a w dodatku hojnie daje na Kościół. Drugie zbliżenie na celnika, który ma coś na sumieniu i przyszedł, aby to powiedzieć Bogu, pomimo iż Bóg o tym wie. Dwóch facetów rozmawia z Bogiem. Jeden, Faryzeusz, poukładany pod względem wiary i sposobu życia (tak przynajmniej myśli o sobie i sprawia zewnętrzne wrażenie).

     Faryzeusze to ludzie świeccy, a nie kapłani. Jednak znali świetnie Pisma. Byli autorytetami w sposobie interpretacji Pisma. Czyż dziś nie ma wielu którzy są takimi w naszym Kościele, czyli nie księży, lecz świeckich którzy są autorytetami, znawcami Pisma Świętego (całego). Może wielu świeckich by się obraziło, gdyby im ktoś powiedział ze są jak Faryzeusze, ale tak naprawdę to uznanie wiedzy o Piśmie. Niestety na łatkę ludzi fałszywych, ślepych i głuchych na Słowo, to poniektórzy Faryzeusze sobie zasłużyli swym postępowaniem. Można powiedzieć, że nastąpił rozdźwięk między posiadana wiedzą a praktyką jej stosowania. Jezus mówił „Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie”.  Jest to dla nas ostrzeżenie, aby gdy przez myśl nam przyjdzie przeświadczenie o naszej wspaniałości (nie tylko co do znawstwa Pisma), to nie należy dać się ponieść zachwytom, uznaniu, tytułom, itd. Bóg wie jacy jesteśmy naprawdę, a to czasami przytłacza, tak jak przytłaczało celnika. Celnik jest przykładem człowieka, który wie, że grzeszy. Nie wiemy czy będzie dalej grzeszył. Obaj, Faryzeusz i celnik są przykładem podwójnego życia. Faryzeusz znawca Pism, a żyje w pysze. Celnik, pracownik reżimu, a serce mu pęka (dokładnie nie wiemy co nagrzeszył, ale był narzędziem okupanta i to go na pewno dręczyło, a czy coś innego jak niesłuszne przywłaszczenie, czyli nazywając po imieniu złodziejstwo - tego nie wiemy). Krzyk celnika, niemy krzyk duszy – „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika”, jest wołaniem o koło ratunkowe, a nie usprawiedliwianiem się przed Bogiem. Mógł przecież się usprawiedliwiać – „mam taki zawód, musze utrzymać rodzinę, takie czasy… itp.”. Wiedział jednak, że to bez sensu, bo kogo by oszukiwał – Boga, czy siebie? Nie potrafił sobie przebaczyć więc przyszedł do Boga.

     Faryzeusz i celnik mieli zupełnie inne przeświadczenie o swoim życiu i stąd zupełnie inaczej postrzegali Boga. Faryzeusz oszukiwał siebie, a celnik stanął w prawdzie. Wracając do samego początku tekstu – Bóg nie sprzyja grzesznikom, ale sprzyja ich usprawiedliwieniu, ich rachunkowi sumienia, ich nawróceniu. Nie wiemy, czy celnik zmienił swoje życie, czy to co go gniotło na duszy, to tylko wyrzucił z siebie, a potem wrócił do grzechów. Nie jest to temat tej Ewangelii, bo tematem jest przebaczenie. Czy umiem dostrzec, jak żyję, czy umiem uznać, że jestem grzesznikiem? Jak do tego ma się dzisiejsza uroczystość – Rocznica poświęcenia kościoła własnego. To taka „rocznica chrztu” naszego lokalnego Kościoła (pisze dużą literą, bo mam myśli nie tylko budynek kościoła). Czytamy w KKK „Chrzest odpuszcza wszystkie grzechy, grzech pierworodny i wszystkie grzechy osobiste, a także wszelkie kary za grzech.” To niebywała moc chrztu. …. Chrzest jest sakramentem wiary. Wiara jednak potrzebuje wspólnoty wierzących.” No i mamy naszą lokalna wspólnotę, nasz lokalny Kościół. W czasie liturgii chrztu słyszymy pytanie „O co prosicie Kościół Boży?”, odpowiadamy: „O wiarę!”.

     Celnik wołał o wiarę, a faryzeuszowi wydawało się, że ją ma.  Gdzie mi jest bliżej w moim postepowaniu – do faryzeusza czy celnika?

     Boże, proszę, ja grzesznik przymnóż mi mojej wiary. Amen.

 

Szczęść Boże

Krzysztof Wróblewski


Pogubieni.

Dzisiejszy opis przypowieści z Ewangelii jest jak najbardziej współczesna. Wielokrotnie przecież nasze dorosłe dzieci dokonują wyborów które nie są po naszej myśli, a tym bardziej Bożej. Mieszkanie wspólne przed ślubem, szukanie wolności i swobody życia  w różnych medytacjach, kariera a nie rodzina itd. Smuci to rodziców. Rodzice zarzucają sobie winę, że nie potrafili zadbać o wiarę, o wartości rodzinne. Niby jest wszystko w porządku, ale …  Czy tylko mówienie że czasy się zmieniły jest usprawiedliwianiem dla nas, rodziców i dla tych dorosłych dzieci które wybrały drogę nie taką jaką Bóg od nich by oczekiwał?  Zarówno my rodzice jak i te dorosłe dzieci które pobłądziły zachowują się jak Izraelici którzy zbudowali sobie cielca. Chcieli Boga urealnić, zrobić namacalnego, własnymi rękami stworzyć obraz Boga, tak jak Bóg nas. To rozgniewało Boga, odwrócenie wartości. Wejście w dorosłość wiąże się z samodzielnym podejmowaniem decyzji. Odejście od Boga, od rodziny nie tylko dotyczy tych rodzin gdzie się  nie rozmawiało o wierze, o Bogu, o niedzielnych czytaniach, a dzieci nie widziały nas czytających Biblię, nie widziały jak się modlimy, nie tylko. Często rodziny głęboko wierzące, mówią z bólem że dzieci pobłądziły i nie mają na to wpływu, bo są już dorosłe. Daremne są wysiłki „nawracania”, wytykania palcem itd. Te dorosłe dziecko samo odpowiada za swoje zbawienie – i to mu należy przypominać. Może otrzyma łaskę nawrócenia.  Łaska nawrócenia, jak czytamy dziś, nie „przyleciała na skrzydłach gołębicy”, ale była wynikiem czystej kalkulacji rzeczywistości upadku. Syn marnotrawny wpierw zobaczył kim on jest jako człowiek, a kim powinien być. Zobaczył swoje poniżenie do które sam doprowadził przez źle pojmowaną swoją wolność. Jego wolność doprowadziła do stanu pracy i życia jak niewolnik.  Bardzo mi się to kojarzy do sposobu pracy nie tylko w korporacjach, do sposobu życia w biegu, bez zastanowienia dokąd zmierzamy.  Dopiero zdefiniowanie kim się jest skutkowało myśleniem o zbawieniu.

Ks. J. Tischner  powiedział „ Zanim cię zbawią, trzeba wiedzieć, kogo zbawić. Musisz być sobą, bo jeśli będziesz kimś innym, to akurat zbawią tego innego, a nie ciebie.” Ten syn marnotrawny w końcu zobaczył po ludzku, że jest kimś innym niż powinien być i to stało się impulsem do odszukania  Boga, a łaska Boga skutkowała nawróceniem. Wrócił i mówił o grzechu przeciw Bogu (najpierw) i ojcu. Ta kolejność też mówi o poukładaniu życia wg zasadniczych wartości i ich właściwej kolejności. Najpierw Bóg. Wierzę, że nie ma przypadków w życiu. Nasz sprzeciw wobec Boga jest tolerowany miłosierdziem, ale Bóg szuka drogi abyśmy wrócili, abyśmy nie poszli w niwecz, bo my jesteśmy Jego dziećmi. Z każdego nawróconego grzesznika Bóg się o wiele więcej cieszy, niż z tych co są Mu wiernymi na co dzień.  Ci wierni na co dzień są szczęśliwi cały czas, bo nie zagubili siebie, będąc tym kim Bóg od nich oczekuje. Jak widzimy z postawy syna który był cały czas z ojcem, on też nie był sobą, też się pogubił i doszedł do zazdrości. Myślał że jest kimś lepszym. Uwierzył w pozory, w swój obraz wierności, lojalności i oczekiwał nagrody za to.  Tymczasem nie mamy jej oczekiwać. Obaj synowie byli pogubieni. Człowiek który się odnalazł, to znaczy że wrócił na ścieżkę  życia jaką Bóg mu wyznaczył, wie że nie żyje ku chwale doczesnej, ale wiecznej i już nie zakrząta sobie głowy pochwałami, porównaniami, ale z pokorą patrzy aby nie zgubić ścieżki, Bożej ścieżki swojego życia. Tego Wam życzę.

 

Szczęść Boże

Krzysztof Wróblewski

 


Stawianie namiotów

      Gdy jesteś blisko Boga, na modlitwie, wśród modlących się i w dodatku w czasie gorącej modlitwy w czasie wystawienia Najświętszego Sakramentu, to ta chwila porywa, unosi duszę, czujesz wlewające się szczęście, dotykasz Bożej miłości. Tak się dzieje. Tak też się stało na Górze Tabor. Trzej apostołowie dotknęli rąbka chwały Jezusa. Jakub, Jan, Piotr to można powiedzieć trzej najbardziej zaufani uczniowie Jezusa. To oni byli przecież świadkami wskrzeszenia córki Jaira , przemienienia Jezusa na górze Tabor oraz modlitwy „krwawym potem” w Ogrodzie Oliwnym. Dzisiaj też mamy takie Góry Przemienienia, to są wieczory uwielbienia gdzie jak się dobrze wsłuchamy to  słychać Mojżesza, Eliasza, Jezusa i te najważniejsze słowa „'To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie!'. Tak też zdarzają się wylania Ducha Świętego. Różnie można reagować na wylanie Ducha Świętego, na spontaniczność w czasie modlitwy ludzi których znamy i samego siebie (za pierwszym razem też byłem swoim zachowaniem zadziwiony, a jednocześnie szczęśliwy, że mogę być tak otwarty na Boga). Nie dziwię się wcale że Piotr powiedział o postawieniu trzech najmitów.

 

       Namiot to miejsce szczególne dla żydów. Nie tylko namiot gdzie było codzienne życie, bo te namioty się stawiało w obozie, ale właśnie Namiot Spotkania.  Taki namiot postawił Mojżesz i rozmawiał „ Ile zaś razy Mojżesz szedł do namiotu, cały lud stawał przy wejściu do swych namiotów i patrzył na Mojżesza, aż wszedł do namiotu. Ile zaś razy Mojżesz wszedł do namiotu, zstępował słup obłoku i stawał u wejścia do namiotu, i wtedy Pan rozmawiał z Mojżeszem. Cały lud widział, że słup obłoku stawał u wejścia do namiotu. Cały lud stawał i każdy oddawał pokłon u wejś­cia do swego namiotu. A Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem.” Aż się boję cokolwiek dodać, lub ująć z tego tekstu. Dzisiejsze namioty (kościoły, kaplice gdzie jest Przenajświętszy Sakrament) to jest to miejsce gdzie możemy ROZMAWIAĆ Z BOGIEM  „TWARZĄ W TWARZ, JAK SIĘ ROZMAWIA Z PRZYJACIELEM”. Góra Tabor jest osiągalna dla każdego, a to dzięki zesłaniu Ducha Świętego. Wybrańcy tacy jak Piotr, Jakub i Jan to każdy z nas. Możemy z Bogiem rozmawiać, więc nie klepmy zdrowasiek, tylko módlmy się modlitwą Zdrowaś Mario. Nie bądźmy wyrobnikami, niewolnikami, nie odrabiajmy pańszczyzny w postaci pseudo-modlitwy, bo wtedy wracamy do odrabiania obrzędów i stajemy się poganami. Stawiajmy namioty aby z Bogiem porozmawiać, szczerze, jak przyjaciele którzy nie mają nic do ukrycia, bo zresztą ukrywanie czegoś przed Bogiem to strasznie głupi pomysł, niedorzeczny. Bóg do nas mówi „znam cię po imieniu i jestem Ci łaskawy” (tak mówił do Mojżesza i tak mówi do nas).

 

      Dalsza część dialogu Mojżesza z Bogiem to kulminacja zasady modlitwy. Mojżesz mówi „Jeśli darzysz mnie życzliwością, daj mi poznać Twoje zamiary, abym poznał, żeś mi łaskawy”. Jak Św. Paweł nas gromi bo „Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie”, to jest właśnie sedno sprawy. Ciągle o cos prosimy, żalimy się, no i czasami dziękujemy, ale czy rozmawiamy? Mojżesz rozmawiał o swojej przyszłości nie mówiąc co by sam chciał, ale pyta się Boga, (parafrazując wypowiedź Mojżesza) -  „co Ty Boże chcesz abym ja chciał robić?”. Namiot jako symbol młodzieńczych wypraw w góry, nad wodę z przyjaciółmi, z żoną, dziećmi. Nosimy namiot na plecach aby z tymi z którymi wybieramy się na wyprawę mieli gdzie spokojnie spać, schronić się przed deszczem, wysuszyć jak się zmoknęło po drodze. W tym namiocie nie ma wygód jak w domu, a jest przede wszystkim rozmowa, bo nie przeszkadza nam telewizor, radio, a czasami i internet nie działa w lesie. Obyśmy jak najwięcej takich namiotów rozbijali w naszej codzienności dla naszych rodzin i dla Boga, a w szczególności dla Boga. Wtedy gdy modlitwa (rozmowa z Bogiem) będzie szczera to usłyszymy znów to zdanie „ To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie!'.

 

      Zrób Namiot Spotkania  z żoną, z synem, córką. Wyjdź z obozu codziennego życia i wejdź do Namiotu Spotkań z Bogiem. W Twojej żonie, mężu, synu, córce spotkasz Boga. Nie wahaj się a stawiaj namiot.

 

Szczęść Boże

Krzysztof Wróblewski


Czterdziesci czy 40

I niedziela Wielkiego Postu

 

      Liczba czterdzieści  dni, lat to w Biblii bardzo ważna liczba. Czterdzieści dni potopu, czterdzieści lat wędrował Naród Wybrany przez pustynię, czterdzieści dni przebywał Mojżesz na Górze Synaj, czterdzieści dni Goliat oblegał obozy izraelskie,  dni Eliasz wędrował o chlebie i wodzie do Bożej Góry Horeb, czterdzieści dni pozostało mieszkańcom Niniwy na nawrócenie, czterdzieści dni kuszenia Jezusa na pustyni, aż wreszcie czterdzieści dni, jakie upłynęły pomiędzy Zmartwychwstaniem Jezusa a Jego Wniebowstąpieniem –„Im też po swojej męce dał wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym.”. Liczba 40 pisana tak jak inne liczby słowem, a nie cyfrą,  oznacza czas niedookreślony, dłuższy, wystarczający a na tyle długi że nie da się sklasyfikować do konkretnych od-do. Patrząc jak ta liczba była używana można powiedzieć, że to liczba wskazująca na cierpliwość Boga, aby człowiek mógł zrozumieć samego siebie, przygotować, zrozumieć swoją misję. Jezus „wiedziony był przez Ducha na pustyni czterdzieści dni, i był kuszony przez diabła.” To nic innego tylko próba przed konkretem. Jezus znał swoją misję, ale jako człowiek mógł i jak widać był kuszony. My się modlimy „ nie wódź nas na pokuszenie”, a Duch wywlókł Jezusa na pustynię aby był kuszony, aby pościł dniem i nocą ( typowo pościło się od rana do zmierzchu, a Jezus wziął na siebie podwójny post) i był kuszony. Bóg, Duch Święty, Syn Człowieczy to jedność.

 

      Po co Ojcu to kuszenie Syna? Jezus jest człowiekiem i Bogiem. To doświadczenie kuszenia pokazuje, że należy się pilnować dniem i nocą, bo kuszenie było , jest i będzie. Myślenie o poście, jako wyrzeczeniu się tego co powoduje, że musiałbym odciąć sobie rękę, język, oczy, uszy…  bo -  „jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony”. Kuszenie jest potrzebne aby móc uwierzyć, że potrafię się oprzeć. Czy sam?. Oczywiście że nie, tylko dzięki Duchowi!! Szatan jest na tyle inteligentny i przebiegły, że samemu to nie ma co. Ile nam trzeba czasu postu na pustyni, czyli opieraniu się pokusie temu, co powoduje nasz grzech, od tych małych codziennych do tych wielkich, ciężkich – czterdzieści dni, czterdzieści lat? W tych dosłownych 40 dniach mamy teraz zrozumieć te czterdzieści dni i nocy postu Jezusa. To one Go po ludzku wzmocniły, uodporniły na człowiecze pokusy, bo stanął jak przystało na Boga ponad pokusami, a zwyciężał pokusy nie czym innym jak Słowem Bożym. Mówienie o czterdziestodniowym poście, o pokucie bez modlitwy, bez rozmowy z Bogiem to jest robienie wydmuszek do koszyczka na Wielką Sobotę. Teraz szatan wie, że jest taki okres gdzie się spinamy, staramy i nawet z Bożą pomocą nam wychodzi, że potrafimy sprostać pokusie. Szatan poczeka, bo dla niego też jest czas bezgraniczny.

 

      Nasze 40 dni muszą się zamienić na czterdzieści dni, a może nawet lat, czyli na tyle długo aby był efekt. Pokusę nie chowajmy, nie zamiatajmy pod dywan, a wręcz przeciwnie, niech nas kusi, inaczej to się będziemy oszukiwać. Nie unikajmy towarzystwa plotkarskiego, bo to nasze towarzystwo i nie możemy się izolować lub co gorsza opuszczać ich w potrzebie, bo mamy powiedzieć, że plotkowanie, obmawianie to grzech. Strony porno nie znaczy aby blokować, ale aby ich nie oglądać, bo nie komputer ma sterować tym co robię, ale ja mam się pokusie nie poddawać. Brak pomocy, szacunku do rodziców nie znaczy że mam przez 40 dni nagle umyć okna, więcej posprzątać niż swój pokój, ale mam rozpocząć czterdzieści dni walki z tym, że nie zauważam, że mój rodzic w domu robi drugą szychtę w tym szczególnie dla mnie.  Tak ze wszystkimi pokusami musimy zrobić, zwalczać, a nie pozornie chować ( bo to jest równoznaczne  - zostawiać na później, po niedzieli Zmartwychwstania), bo inaczej nie będzie naszego zmartwychwstania, zmartwychwstania z naszych grzechów. Zastanówmy się czy chcemy postu 40 dni czy też chcemy postu czterdziestodniowego.

 

Szczęść Boże

Krzysztof Wróblewski


Tak niech ci błogosławi dobry Bóg

Szósta Niedziela zwykła, 17.02.2019r

 

     Każdy jest łasy na pochwały, na zauważenie, na przyznanie racji itd. Różne to wprawdzie poziomy osiągnięcia osobistego sukcesu uznania za słowa, czyny, ale to nie jest ważne, bo skutek jest jeden – zostałem uznany za kogoś ważnego, ktoś będzie się liczył z moim zdaniem, zostałem doceniony, wyróżniony. To przecież takie ludzkie pragnienie aby nie być nikim, lub człowiekiem z tłumu. Nawet ten „szaraczek” z tłumu też w skrytości ducha marzy aby ktoś jego zauważył, a najlepiej jakiś lider. Własna godność zostaje uhonorowana. Dziś Jezus mówi do wielu tych na marginesie życia, że są BŁOGOSŁAWIENI. Czy może być większe wyróżnienie – Bóg osobiście mówi, że jesteś BŁOGOSŁAWIONY. Tylko czy ja byłem, jestem głodny? Czy ja byłem, jestem ubogi? Czy ja płaczę (w zasadzie nad czym)? Czy ktoś z powodu Jezusa mi ubliża, lub powoduje że utraciłem pracę, nie obsłużył mnie w kolejce, nie udzielił porady lekarskiej, wyrzuciła z autobusu? Nie, nic takiego się nie wydarzyło. Czy to znaczy, że odnoszą się do mnie słowa „Biada wam”? Czy Jezus błogosławił tylko tym ludziom zgromadzonym w tym czasie i miejscu, czy mówi to ( bo Jezus żyje, więc mówi)  teraz do nas, tu i teraz?

 

     W zasadzie dzisiejsza Ewangelia dotyka problemu – co jest dla mnie szczęściem? Być ubogim, czy bogatym, śmiać się czy płakać, głodować czy być sytym, być w pogardzie z powodu wiary w Jezusa, czy też … no właśnie, co w tym przypadku… wyrzec się Go, unikać słowa Jezus w domu, w pracy? Główne przesłanie tej Ewangelii, tam i tamtym czasie, jak i tu i teraz jest to, iż BŁOGOSŁAWIEŃSTWO to coś więcej niż szczęście (tak po ludzku) tu i teraz. Biedniejsi i bogatsi byli i będą, smutni z powodu przykrych zdarzeń byli i będą, głodujący byli, są i zapewne będą bo ten świat przedtem i teraz rządzi się  jakby nie chciał im pomóc, nie chciał tego problemu rozwiązać. Przed Bogiem tak naprawdę stoimy biedni (grzeszni z bagażami życia które i tak zostawimy), ogołoceni, tacy jacy jesteśmy naprawdę. Przed Bogiem płaczemy (z poczucia grzechu, żalu za grzechy, za zaniechane dobro). Przed bogiem jesteśmy głodni, spragnieni jednego – miłosierdzia (za grzechy, za brak zadość uczynienia, za brak żalu za grzechy, za brak …. ). Takich nas widzi Bóg jak my zobaczymy siebie. Bo ten bogaty nie zobaczył siebie, bo mu bogactwo przysłania prawdziwy swój obraz. Bo ten chwalony nie widzi jaki jest naprawdę bo jest ogarnięty pychą która zasłania mu Boga. Ten ustawicznie szukający radości życia nie ma czasu aby zastanowić się czy gdzieś jest tu Bóg. Ci co upatrują szczęście w sytości (obojętnie czy jedzeniu, piciu, seksie, alkoholu, narkotykach) pogrążają się w nałogi które staja się dla nich wyrocznią jak słowa proroków, fałszywych proroków. Ten świat to świat który nie ma przyszłości, bo swoja nagrodę już odebrał.  Kolejny wiec raz w sowich rozważaniach zwracam uwagę na BŁOGOSŁAWIEŃSTWO. Tak jak Adam i Ewa gdy zgrzeszyli zobaczyli że są nadzy, tak właśnie stoimy przed Bogiem. Co zrobił Bóg jak Adam i Ewa zgrzeszyli przeciw Niemu – mimo że wiedział co się stało, to szukał ich. To jest zasada działania Boga. Mimo naszych grzechów Bóg nas szuka, a jak znajdzie nas w takim podłym stanie (biednych duchem, smutnych z powodu „utraconego raju”), ale tęskniących za Bogiem (głodnych) i wielbiących Go mimo wytykania grzeszności w Kościele (pogarda), to mówi jedno słowo które niweluje głód, smutek, pogardę – jesteś BŁOGOSŁAWIONY.  My naśladując Jezusa winniśmy jak najczęściej błogosławić, nasze dzieci, małżonka, dzień, spotkanie, pracę.  Ile razy myślę o błogosławieństwo to myślę o poniższym tekście.

 

Niech Bóg będzie zawsze przed Tobą,

aby Ci pokazać właściwa drogę. 

Niechaj Bóg będzie zawsze obok ciebie,

aby cię trzymać w swoich ramionach i cię ochraniać.    

Niechaj Bóg będzie zawsze za tobą,

aby cię zachować od ciosów złych ludzi.

Niechaj Bóg będzie zawsze pod tobą,

aby cię pochwycić, gdy upadniesz i wyciągnąć cię z matni.

Niechaj Bóg będzie zawsze w tobie,

aby cię pocieszyć, gdy ogarnie cię smutek. 

Niechaj Bóg będzie zawsze dookoła ciebie,

aby cię obronić, gdy inni atakują.

Niechaj Bóg będzie zawsze ponad tobą,

aby ci błogosławić.

 

Tak niech ci błogosławi dobry Bóg

 

Amen

Szczęść Boże

Krzysztof Wróblewski


Praca z Bogiem

Piąta niedziela zwykła

 

     Gdy biznes się dobrze kręci to nie ma potrzeby nic zmieniać, tylko trzymać rękę na pulsie. Dziś czytamy o biznesie Szymona. Tak to jest gdy się jest małym przedsiębiorcą gdzie biznes zależny jest w dodatku od natury. Raz ryba bierze, raz nie. Rodzinę jakoś jednak trzeba utrzymać. Szymon po nocnych połowach wrócił z jeziora z skąpym połowem.  Raz na wozie, raz pod wozem. Był to dzień w którym Jego życie się zmieniło. Czy coś zapowiadało zmianę? Czy widać żeby oczekiwał takiej zmiany? Nie, absolutnie nie. Każdy z nas codziennie się zmaga z dniem - praca, szkoła, a na emeryturze to wizyty u lekarzy, czekanie aż ktoś przyjedzie i pomorze w posprzątaniu, przyniesie zakupy itd. Zmagania codzienności nie pozwalają na zakrzątanie sobie głowy odmianą życia. Jak człowiek młody to jeszcze myśli o zmianie pracy, ale już około 40-stki, to nie bardzo (chyba  że manager, bo wśród tej grupy obowiązują inne zasady, niekonieczne do naśladowania). Szymon nie był już młody, miał fach w ręku, doświadczenie zawodowe. Wiedział z czego żyje. Nie tylko on, ale i Jego wspólnicy Jakub i Jan.

 

     Każdy z nas wykonuje codziennie swoje obowiązki wynikające z pracy (nawet emerycie mają obowiązki – przecież bycie babcią, dziadkiem to wielkie obowiązki). Nie bardzo jest czas aby pomyśleć o Bogu w pracy, a tym bardziej zagościć Boga w swoim miejscu pracy. Nazwijmy to że Bóg się wprosił do łodzi Szymona, bo inaczej nie ogarnąłby tego tłumu który przyszedł posłuchać co ma do powiedzenia. Miejsce pracy uświęcone, miejsce pracy błogosławione, miejsce pracy miejscem na Słowo Boże – czy to może być w Twojej pracy?  Na ile pozwalasz Bogu wejść w Twoje miejsce pracy, na ile uświęcasz swoje miejsce pracy, błogosławisz swojej pracy? Spojrzenie na swoja pracę z perspektywy wiary, wypełniania Słowa powoduje to samo co się stało w spółce Szymona rybaka. Ilość ryb jakie złowił  mimo iż przedtem było kiepsko była przytłaczjąca, niepoliczalna. Tak się dzieje gdy się w pełnym zaufaniu zawierza pracę Bogu. Szymon przecież stwierdził „Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”. Co się wtedy stało – ryb na tyle że musiał mieć pomoc w ich wybieraniu. Niepowodzenia  w pracy się zdarzają i to nie tylko z powodu czyjejś złej woli ( zazdrości, obmawianiu, kłamstwom, itd.). Mimo dobrze wykonywanej pracy nie mamy sukcesów. Każdemu w pracy jest potrzeby sukces, bo on potwierdza,  że to co robimy ma sens i jest słuszne, przydatne, rozwojowe itd. Tu nie chodzi tylko sukces spektakularny, że się awansuje, albo będzie zasłużona premia, ale o sukces względem osobistych wyzwań. Tak jak dziecku w szkole należy uświadamiać że nie uczy się dla nas, ale dla siebie, tak w pracy mamy być z świadomością, że nie pracujemy tylko dla siebie, ale dla innych. Satysfakcja jest wtedy gdy widzę ze moje wysiłki są pożyteczne.

 

     Można to osiągnąć tylko swoim własnym wysiłkiem? Jak się przypatrzę na swoją pracę, teraz, z perspektywy rzędu 35 lat pracy, to muszę powiedzieć,  że nie. Sukcesy bez udziału Boga są doraźne (mogą trwać nawet latami)  i mimo wszystko niepełne. To są sukcesy jak światełka na choince na Święta Bożego Narodzenia. Światełka dają miłą atmosferę, ale sedno jest w Bożym Narodzeniu. Światełka bez Bożego Narodzenia to tylko zewnętrzny blichtr. Tak jest z modną samorealizacją, to są tylko światełka na choince, a Boże Narodzenie – gdzie?  Szymon zarzucił sieci mimo że jego doświadczanie mówiło co innego.

 

     Zróbmy to samo. Zawierzmy pracę Bogu, oddajmy nasze miejsce pracy Bogu ( nie chodzi o organizowanie uroczystości z pompą), oddajmy nasz ręce, umysł, wzrok te zmysły którymi pracujemy, te talenty którymi nas Bóg obdarzył wykorzystujmy dla chwały Pana. Takie podejście do pracy spowoduje że nie będziemy czuli że praca to kierat, tylko obowiązek i byle do piątku.

 

     Zaprośmy Boga do naszej pracy, a zmienimy jej oblicze, bo wtedy też staniemy się rybakami dusz ludzkich dla Boga.

 

Szczęść Boże
Krzysztof Wróblewski

 


Zapamiętaj mnie (90 dni)

Aby uzyskać dane do logowania zadzwoń: 32 733-39-42