Komunikat Arcybiskupa Katowickiego w sprawie kolekty na Boży Grób w Jerozolimie i potrzeby chrześcijan w Ziemi Świętej

 

Drodzy Diecezjalnie!
W tym roku z powodu pandemii nie mieliśmy w Wielkim Tygodniu okazji do złożenia ofiar na Boży grób w Jerozolimie i na potrzeby chrześcijan żyjących w Ziemi Świętej. W nawiązaniu do prośby Ojca Świętego Franciszka chcemy pamiętać o tych, którzy muszą korzystać z hojnej solidarności wiernych z całego świata, aby kontynuować ewangeliczną obecność oraz prowadzić szkoły i placówki opieki w Ziemi, gdzie „wszystko się zaczęło”.
Zgodnie ze wskazaniem Nuncjatury Apostolskiej w Polsce zarządzam przeprowadzenie kolekty na wyżej wymieniony cel w święto Podwyższenia Krzyża Św. – poniedziałek 14 września br.


Bracia i Siostry! Serdecznie Was zachęcam do udziału w tym świątecznym dniu w Eucharystii i do udzielenia materialnej pomocy na rzecz Ziemi Świętej. Drugą formą pomocy niech będzie indywidualna i wspólnotowa modlitwa, zwłaszcza ofiarowanie Mszy św. W komunikacie z 386. zebrania plenarnego KEP napisaliśmy m.in.: „Biskupi wyrażają (…) zaniepokojenie coraz częstszymi przypadkami profanacji miejsc kultu i symboli religijnych, które powodują ból tak wielu ludzi. Konferencja Episkopatu Polski apeluje, aby, niezależnie od światopoglądu, uszanować uczucia religijne osób wierzących i tych, dla których te miejsca i symbole stanowią wartość jedyną w swoim rodzaju”.
Naszą odpowiedzią na te niepokojące incydenty powinna być dbałość o miejsca kultu, znaki i religijne symbole. Niech święto Podwyższenia Krzyża Św. uświadomi nam na nowo konieczność otoczenia troską krzyży przydrożnych, krzyży na cmentarzach, a także do wyeksponowania znaku naszego zbawienia w mieszkaniach i domach. Pamiętajmy, że „w krzyżu miłości nauka”.
Serdecznie dziękuję za zrozumienie potrzeb naszych sióstr i braci żyjących w Ziemi Świętej i z serca błogosławię wszystkim wyznawcom Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego, zgromadzonym na niedzielnej Eucharystii.


† Wiktor Skworc Arcybiskup Metropolita Katowicki
Katowice, 9 września 2020 r.


List pasterski KEP z okazji X Tygodnia Wychowania w Polsce

BUDUJMY WIĘZI!

List pasterski z okazji X Tygodnia Wychowania w Polsce


Umiłowani w Chrystusie Panu, Siostry i Bracia,
Dzisiejsze czytania mszalne wyrażają prawdę o tym, że w osobisty rozwój każdego człowieka wpisane są relacje z bliźnimi. Prorok Ezechiel przypomina o naszej odpowiedzialności za innych, wyrażającej się w tym, by nie przechodzić obojętnie wobec ich błędów i upadków. Jezus rozszerza krąg odpowiedzialności, mówiąc w Ewangelii o roli, jaką w „pozyskiwaniu brata” może spełnić pojedynczy człowiek, krąg bliskich osób i wreszcie wspólnota Kościoła. Troska o drugiego człowieka jest realizacją przykazania miłości. Św. Paweł pisze w Liście do Rzymian, że stanowi ono fundament, na którym opierają się wszystkie przykazania. Wskazówka Apostoła: „Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością” jest kluczem do twórczego i głębokiego przeżywania relacji z bliźnimi – w rodzinie, we wspólnocie, wśród przyjaciół, w środowisku zawodowym czy w innych sferach życia.
W przyszłą niedzielę w naszej Ojczyźnie rozpocznie się X Tydzień Wychowania, którego hasłem będzie wezwanie „Budujmy więzi”.
Warto przypomnieć słowa św. Jana Pawła II: „Podobnie jak roślina potrzebuje światła i ciepła dla swego rozwoju, tak człowiek miłości.” (Jan Paweł II, Anioł Pański, 26 grudnia 1982). Budowanie dojrzałych, głębokich relacji opartych na miłości jest też warunkiem skuteczności procesu wychowania.


1. Budowanie dojrzałych więzi a osobisty rozwój
Papież Franciszek w Adhortacji Amoris laetitia przedstawia obraz szczęśliwej rodziny: „Przekraczamy zatem próg tego pogodnego domu, gdzie rodzina siedzi wokół świątecznego stołu. W centrum spotykamy ojca i matkę z całą ich historią miłosną. W nich wypełnia się ów pierwotny plan, który sam Chrystus przywołuje z mocą: Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? (Mt 19, 4).” (Papież Franciszek, Adhortacja Amoris laetitia 9)
Trudny czas epidemii, który mocno się wpisał w historię rodzin w naszej Ojczyźnie i na całym świecie, stał się dla wielu z nas okazją do refleksji nad dotychczasowym życiem. Przymusowe pozostawanie w domu w gronie najbliższych pozwoliło nam wyraźniej zobaczyć, co tak naprawdę kryje się w naszym wnętrzu. Być może udało się nam zobaczyć, wokół jakich wartości skoncentrowane jest nasze życie, ujawniły się emocje, wyszły na jaw słabości i mocne strony wzajemnych relacji. Warto jeszcze raz objąć myślą ten okres i wyciągnąć z niego praktyczne wnioski.
„Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra.” (Rz 8, 28). Te słowa z Listu do Rzymian mówią o tym, że nie ma w naszym życiu niczego, czego Bóg nie mógłby wykorzystać dla naszego wzrostu. Dotyczy to także ostatnich miesięcy. Niejedna rodzina ma powód, by dziękować Bożej Opatrzności za dobre wykorzystanie okazji do pogłębienia relacji i wzmocnienia wzajemnej miłości. Trzeba jednak dodać, że również ci, którzy dzięki czasowemu porzuceniu zawrotnego tempa spraw dostrzegli, że ich relacje rodzinne wymagają uzdrowienia, mogą być wdzięczni, że dysponują diagnozą umożliwiającą wprowadzenie zmian w najistotniejszej przecież sferze życia. Warto wykorzystać tę niepowtarzalną okazję. Może potrzebna będzie rozmowa z duszpasterzem, z doradcą rodzinnym, czasem z terapeutą. Owocem pozytywnie przeżytego kryzysu jest pogłębienie i umocnienie relacji. Jak
wielu małżonków może powiedzieć: „Gdyby nie trudny okres, jaki mamy za sobą, nie bylibyśmy dziś tak kochającą się rodziną”.
Cechą charakterystyczną naszych czasów jest indywidualizm i zanik więzi społecznych. Tymczasem w każdym z nas jest głęboka potrzeba relacji. Warto przytoczyć przypowieść Jezusa o kobiecie, która odnalazła zagubioną drachmę. Z radości zaprosiła przyjaciółki i sąsiadki: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam” (Łk 15, 9). Spontaniczny odruch serca każe kobiecie dzielić radość z innymi. W czasie epidemii wielu z nas zatęskniło za swymi krewnymi, przyjaciółmi i znajomymi. W prowadzonych rozmowach telefonicznych można było często usłyszeć: „Jak tylko to wszystko minie, musimy się spotkać.” Warto dotrzymać takich obietnic. W epoce, której wyrazem wzajemnych relacji są często jedynie kontakty poprzez media elektroniczne, w sercach wielu osób odżyło pragnienie rozmowy i prawdziwego spotkania z drugim człowiekiem. Nie powinniśmy go w sobie zagłuszać.


2. Wychowanie do dojrzałego korzystania z mediów elektronicznych
Papież Franciszek przypomina, że „w Nowym Testamencie mowa jest o Kościele zbierającym się w domu. Przestrzeń życiowa rodziny może być przekształcona w Kościół domowy, w miejsce sprawowania Eucharystii, obecności Chrystusa siedzącego przy jednym stole” (Papież Franciszek, Adhortacja Amoris laetitia 15).
Nic nie zastąpi udziału we Mszy św. wraz z braćmi i siostrami zgromadzonymi razem w kościele. W sytuacji, gdy z przyczyn od nas niezależnych było to niemożliwe, mieliśmy okazję doświadczyć, na ile nasze domy są rzeczywiście domowymi Kościołami. Wiele rodzin ożywiło wspólną modlitwę, podejmując choćby lekturę Pisma Świętego. Dziękujemy rodzicom, którzy w duchu odpowiedzialności za wiarę swych dzieci jeszcze gorliwiej niż do tej pory realizowali spoczywające na nich obowiązki pierwszych i najważniejszych katechetów.
Nieocenioną pomocą w praktykowaniu wiary okazały się w ostatnim czasie media społecznościowe. Dzięki transmisjom online wiele osób miało możliwość kontaktu ze swym kościołem parafialnym, udziału we Mszy świętej, we wspólnej modlitwie czy w rekolekcjach wielkopostnych. Powodzeniem cieszyły się nagrania wartościowych homilii, odwiedzano strony zawierające teksty czy filmy o tematyce religijnej. Doświadczenie to uczy, jak ważnym zadaniem wychowawczym jest kształtowanie postawy dobrego korzystania z mediów cyfrowych. Częstym zabiegiem wychowawczym podejmowanym w tej dziedzinie jest ograniczanie czasu, jaki spędzamy przy komputerze. Z całą pewnością nie można bagatelizować tego problemu, zwłaszcza, że zbyt długie, bezmyślne korzystanie z Internetu czy gier komputerowych zabiera nam czas, który moglibyśmy przeznaczyć na modlitwę, rozwój prawdziwych, głębokich relacji, wartościową lekturę czy pracę. Nie można jednak nie zauważać także innych obszarów pracy wychowawczej w tej sferze. Papież Franciszek zwraca na przykład uwagę na potrzebę rozwoju zdolności odkładania zaspokajania pragnień: „Nie chodzi o zabranianie dzieciom zabawy na urządzeniach elektronicznych, ale znalezienie sposobu zrodzenia w nich zdolności do (…) nie stosowania prędkości cyfrowej we wszystkich dziedzinach życia. (…) Kiedy wychowujemy, aby nauczyć odkładania pewnych rzeczy i poczekania na stosowną chwilę, to uczymy wówczas, co znaczy być panem samego siebie, niezależnym od swoich impulsów” (Papież Franciszek, Adhortacja Amoris laetitia 275).
W ostatnim czasie mogliśmy się przekonać, że wiele dziedzin życia mogło się rozwijać, z pewnością w niepełnej formie, dzięki mediom elektronicznym. Obok przeżywania wiary, można tu wymienić zdalne nauczanie realizowane przez szkoły i wyższe uczelnie czy przepływ informacji. Wśród celów uwzględnianych w wychowaniu i edukacji nie może zabraknąć kształtowania kompetencji odpowiedzialnego poruszania się w świecie mediów społecznościowych.

3. Fundamentalne znaczenie relacji z Bogiem
W czasie ograniczeń spowodowanych epidemią wielu z nas uświadomiło sobie, jak ważne znaczenie ma dla nas wspólne praktykowanie wiary. W zupełnie inny niż do tej pory sposób przeżyliśmy tegoroczne Triduum Paschalne i Święta Wielkanocne, brakowało nam świątecznej i niedzielnej Mszy świętej. Ten czas, pełen tęsknoty za powrotem do zwyczajnych form religijności, mógł się przyczynić do wzmocnienia naszej osobistej relacji z Bogiem. Człowiek, który rozwinie taką relację, przekona się, że jest ona silniejsza niż wszystkie okoliczności zewnętrzne. Powtórzy wtedy za św. Pawłem, że „…ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 8, 38-39).
Robotnicy z przypowieści o winnicy, mieli za złe gospodarzowi, że płacąc za pracę zrównał ich z tymi, którzy przepracowali tylko jedną godzinę. Zależało im na tym, co mogą otrzymać, a nie na relacji z właścicielem winnicy (Mt 20, 1-16). Warto przyjrzeć się swojej modlitwie i zastanowić się, na czym tak naprawdę nam zależy - na samym Jezusie czy na tym, co możemy od Niego otrzymać.
Odkrywajmy codziennie w swym życiu obecność Jezusa, najlepszego i najważniejszego Przyjaciela. Pomóżmy w tym naszym wychowankom. Osobista relacja z Jezusem, który już nas nie nazywa sługami, ale przyjaciółmi (J 15,15) ma fundamentalne znaczenie dla naszego życia wiarą. Przy tej relacji jeszcze bardziej istotne stają się wszystkie nasze więzi z bliźnimi, nabierając zupełnie nowego, głębszego znaczenia.


Drodzy Bracia i Siostry,
Zachęcamy Was do skorzystania z szansy, jaką niesie z sobą kolejny Tydzień Wychowania, który przeżywać będziemy w naszej Ojczyźnie w dniach od 13 do 19 września br. W tym roku chcemy zaprosić Rodziców, Nauczycieli i Wychowawców, a także wszystkich, dla których nieobojętna jest sprawa wychowania dzieci i młodzieży do refleksji nad fundamentalną rolą, jaką w naszym życiu pełnią relacje z Bogiem i bliźnimi.
Wszystkim zaangażowanym w dzieło kształtowania serc dzieci i młodzieży, a także wszystkim podejmującym codziennie pracę nad sobą, udzielamy pasterskiego błogosławieństwa.


Podpisali: Kardynałowie, Arcybiskupi i Biskupi obecni na 386. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski,
Jasna Góra-Częstochowa, 27-29 sierpnia 2020 r.


Odpust Pszowski On-line

 

BAZYLIKA PSZÓW
KOMUNIKAT W ZWIĄZKU Z ODPUSTEM KU CZCI MATKI BOŻEJ UŚMIECHNIĘTEJ W PSZOWIE


Czcigodni Księża, drodzy Czciciele Matki Bożej Uśmiechniętej, drogie Rodziny!
Druga niedziela września przeżywana jest w naszym lokalnym Kościele jako czas spotkania z Maryją, Panią Uśmiechniętą, na tradycyjnej pielgrzymce do Pszowa. W tym roku odpust pszowski stworzy także okazję do refleksji nad Eucharystią – „Wielką tajemnicą wiary”. W modlitwie powierzymy orędownictwu Matki Bożej wszystkie sprawy osobiste i społeczne, zwłaszcza nasze rodziny. Tej, „która płaszczem uśmiechu broni Śląsk przed złem całym” polecimy również osoby zmagające się z obecną sytuacją w kraju i na świecie, szczególnie chorych, ich najbliższych oraz służby medyczno-sanitarne.
W związku z trwającą epidemią nie możemy spotkać się w tradycyjnej formie, w plenerze wokół murów pszowskiej bazyliki. Obecność wiernych na sumie odpustowej w pszowskiej bazylice będzie podlegała ograniczeniom. Zapraszamy jednak wszystkich czcicieli Matki Bożej do rodzinnego włączenia się we wspólną modlitwę pielgrzymów w niedzielę, 13 września 2020 r. od godziny 10 przed wizerunkiem Pani Uśmiechniętej za pośrednictwem mediów. Uroczystość będzie transmitowało m.in. Radio eM oraz parafialny kanał w serwisie YouTube i Facebook.
W ramach bezpośredniego przygotowania do Odpustu duszpasterze pszowskiego sanktuarium zapraszają do „triduum modlitewnego” przed wizerunkiem Pani Uśmiechniętej za pośrednictwem parafialnej transmisji internetowej według następującego planu:
Czwartek, 10 września:
17.00 Różaniec i Litania do Matki Bożej Uśmiechniętej
18.00 Msza święta
Piątek, 11 września:
17.00 Nabożeństwo do Matki Bożej Uśmiechniętej
18.00 Msza święta
Sobota, 12 września:
17.00 Adoracja Najświętszego Sakramentu
17.30 I Nieszpory Maryjne
18.00 Msza Święta
Niech Pani Uśmiechnięta wyprasza nam u swego Syna potrzebne łaski. Szczęść Boże!
ks. Andrzej Pyrsz Proboszcz Parafii NNMP w Pszowie
Pszów, 15 sierpnia 2020 r.


LITANIA DO MATKI BOŻEJ PSZOWSKIEJ, PANI UŚMIECHNIĘTEJ


Kyrie eleison. Christe eleison. Kyrie eleison. Chryste, usłysz nas! Chryste, wysłuchaj nas!

Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami.

Synu, Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami.

Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami.

Święta Trójco, jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.
Święta Maryjo, – módl się za nami.

Matko Boża, Matko bez zmazy pierworodnej poczęta,

Matko Dziewicza,

Matko Wniebowzięta,

Matko Odkupiciela,

Matko nasza,

Matko, której obraz przodkowie nasi przynieśli z Jasnej Góry,

Matko o jasnym obliczu,

Matko wielbiona tu od wieków życiem, sercem i pieśniami,

Matko serdeczna,

Opiekunko ludzi,

Matko o sercu, które zna głos dzieci,

Matko, łask Szafarko,

Matko pomocy nieustającej,

Matko różańca świętego, K

rólowo Anielska o skroni uwieńczonej różami,

Niepokalana, śliczna Jutrzenko,

Ufności wątpiących,

Do której w smutku wołamy,

Pod której płaszcz się uciekamy,

Którą tysiąc razy pozdrawiamy,

Której uśmiech leczy wszystkie serca rany,

Której uśmiech dostrzega serce nawrócone,

Której uśmiech przenika tę ziemię,

Która płaszczem uśmiechu bronisz Śląsk przed złem całym,

Królowo nad doliną Odry,

Złoty kluczu do Morawskiej Bramy,

Źródło otuchy pomiędzy Śnieżką a Karpat szczytami,

Niewiasto, na której głowie wieniec z gwiazd dwunastu,

Uboga, której zrabowano wszystkie klejnoty i wota,

Przebaczająca Matko miłosierdzia,

Panno Maryjo, która nas błogosławisz swym Synaczkiem,

Matko Ziemi Rybnicko-Wodzisławskiej i Jastrzębskiej,

Matko Pojednania kultur i narodów,
Matko Niemców, Czechów i Polaków, – módl się za nami.

Panno wierna, któraś pomagała wracać z powstań i wojen,

Matko dobrej śmierci, poległych żołnierzy i górników,

Uzdrowienie chorych dusz i ciał naszych,

Matko dobrych intencji pątników,

Orędowniczko powołań kapłańskich i zakonnych,

Nieprzyjaciółko wszelkiej herezji i grzechu każdego,

Maryjo, o której nigdy za wiele,

Córo Twego Syna,

Pełna łaski,

Dziewico posłuszna,

Chwały ikono,

Służebnico Pańska,

Gwiazdo zaranna,

Mieszkanie Mądrości,

Matko żyjących,

Początku Kościoła,

Znaku nadziei,
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata – przepuść nam, Panie!

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata – wysłuchaj nas, Panie!

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata – zmiłuj się nad nami!
K.: Módl się za nami, święta Boża Rodzicielko, W.: Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.
K.: Módlmy się. Wszechmogący Boże, macierzyństwo Najświętszej Dziewicy stało się początkiem naszego zbawienia, † udziel swoim sługom łaski, * aby święto Jej Narodzenia utwierdziło nas w pokoju. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
Pod Twoją obronę…


Pasterskie przesłanie Ks. Arcybiskupa

„Oto ja, poślij mnie” (Iz 6,8) Pasterskie przesłanie Arcybiskupa Katowickiego

 

Drodzy Diecezjanie, Bracia i Siostry!
1. W minionych miesiącach koniecznej izolacji i społecznego dystansu doświadczyliśmy cierpienia i ludzkiej kruchości. Znaczną cześć kultu religijnego i duszpasterskiej działalności przeniesiono w przestrzeń Internetu i mediów. Duszpasterze i ich świeccy współpracownicy dość szybko zorganizowali bezpośrednie transmisje Mszy św. z parafialnych kościołów, w których wierni chętnie uczestniczyli. Wspólnoty ożywiające Kościół różnymi charyzmatami wprowadziły w obieg mediów społecznościowych ewangelizacyjne treści, nierzadko w atrakcyjnej formie. Strony internetowe parafii pulsowały przekazem o wydarzeniach i nowych inicjatywach. Codzienną praktyką stało się odbieranie przez duszpasterzy poczty mailowej i dyżurowanie przy parafialnym telefonie. Księża wraz z animatorami odpowiedzialnymi za parafialne wspólnoty odkryli duszpasterską szansę w indywidualnym przygotowaniu wiernych, szczególnie dzieci i młodzieży do sakramentów świętych, a także w możliwościach oferowanych przez współczesne środki społecznej komunikacji. Tym sposobem docierali zarówno do osób luźniej związanych z parafią, jak i do tych, którzy na stale są obecni w wirtualnym świecie.
Stacjom telewizyjnym i radiowym jesteśmy wdzięczni za transmisje niedzielnej Mszy św. oraz za umożliwienie wiernym duchowego uczestniczenia w stanowych pielgrzymkach do Matki Bożej Piekarskiej. Jako pasterz katowickiego Kościoła wyrażam uznanie i wdzięczność duszpasterzom i wiernym świeckim, którzy trudny czas pandemii odczytali w kategorii duszpasterskiego wyzwania i nawrócenia, a także szansy na ożywienie misyjnego ducha ewangelizacji, celem budowania wspólnoty Kościoła. Dziękuję nauczycielom religii i katechetom, którzy podjęli wezwanie, jakim dla wszystkich uczących stało się zdalne nauczanie. Służyło ono nie tylko przekazywaniu wiedzy, ale i umacnianiu więzi z uczniami i ich rodzicami. W perspektywie nowego roku szkolnego proszę wszystkich diecezjan, z księżmi na czele, o wspieranie w lokalnych środowiskach zadań powierzonych szkołom, gronom pedagogicznym i uczniom.
Warto również podkreślić, że w najtrudniejszym okresie wiosennej izolacji rozkwitła charytatywna działalność Kościoła. Wiele osób rozwinęło pomysły bezinteresownych działań i wolontariatu. Podjęto akcje i działania na rzecz osób samotnych, chorych i w podeszłym wieku. Umocniła się sąsiedzka pomoc. Wydaje się, że sytuacja związana z pandemią otwarła parafie i duszpasterzy na nowych sprzymierzeńców, którym zależało na zachowaniu religijnego i duszpasterskiego życia w parafii. Mam nadzieję, że ta współpraca utrwali się na dobre, kiedy zakończy się kryzys wywołany pandemią.

 

2. Choć nie wiemy, jak będzie się rozwijała sytuacja epidemiczna, to mając na uwadze potrzebę umacniania społecznego współistnienia, jesteśmy wezwani przez samego Chrystusa do odkrywania własnej misji w środowisku, w którym na co dzień żyjemy. Przy zachowaniu wszystkich norm sanitarnych winniśmy odbudowywać parafialne wspólnoty, gromadząc je wokół ołtarza, pamiętając, że to nie my gromadzimy, a sam Chrystus, który w Eucharystii jest z nami przez wszystkie dni aż do skończenia świata (por. Mt 28,20).
„Eucharystia daje życie!” Słowa te wyznaczają ramy programu duszpasterskiego dla Kościoła w Polsce. Każde nasze zgromadzenie się na świętej wieczerzy służy odbudowaniu parafii, przede wszystkim jako eucharystycznej wspólnoty. Program duszpasterski zbiega się z wydaną ostatnio watykańską instrukcją pt. „Nawrócenie duszpasterskie wspólnoty parafialnej w służbie misji ewangelizacyjnej Kościoła”. Dokument ten mocno akcentuje rolę parafii jako misyjnie działającej wspólnoty wspólnot oraz jako miejsca głoszenia słowa Bożego i celebrowania Eucharystii.

 

Drodzy Diecezjanie!
Wszystkich duszpasterzy i wiernych świeckich zapraszam do odkrywania na nowo wartości Eucharystii. Zaproszenie to kieruję szczególnie do przedstawicieli ruchów, wspólnot i stowarzyszeń katolickich z prośbą o misyjny zapał. Słowa proroka Izajasza: „Oto ja, poślij mnie” przywołują ciągle aktualne pytanie Pana żniwa: „Kogo mam posłać?”. To powołanie pochodzi z serca Boga, z Jego miłosierdzia, które rzuca wyzwanie zarówno Kościołowi, jak i ludzkości w obecnym globalnym kryzysie. Szczególny apel kieruję do rodziców, z nadzieją, że w dalszym ciągu dołożą wszelkich starań w budowaniu na gruncie rodzinnym domowych Kościołów.
Jeśli to możliwe, zachowując sanitarne wymogi, wracajmy całymi rodzinami do parafialnych wieczerników, celem doświadczenia chrześcijańskiej wspólnoty, wzmocnienia relacji i kontynuowania chrześcijańskiej formacji. Eucharystyczny styl życia pozwala nam również przezwyciężać osobiste lęki, niepokoje i pokusę całkowitego odcięcia się od drugiego człowieka. Pamiętajmy, że „Kościół żyjący eucharystycznym rytmem […] przemawia, ewangelizuje i katechizuje najszersze rzesze wiernych, uczestniczących przede wszystkim we Mszy św. niedzielnej”.

 

3. Papież Franciszek w orędziu na tegoroczny światowy dzień misyjny (18 października 2020 r.) zauważa, że „misja […] nie jest programem, zamiarem, który należy zrealizować wysiłkiem woli. To Chrystus sprawia, że Kościół wychodzi ze swoich ograniczeń. Także w czasie niespodziewanej pandemii”. Dlatego proszę proboszczów, parafialnych wikariuszy oraz osoby zaangażowane w parafii we wspólnotach i w parafialnej radzie duszpasterskiej o zaplanowanie w tych dniach uroczystej Mszy św. rozesłania, abyśmy na nowo uświadomili sobie zadania, które wypływają z przyjętego chrztu św. i bierzmowania. Pytajmy Ducha Świętego o to, czego Jezus oczekuje od nas w każdej chwili życia i w decyzjach, które musimy podejmować, rozeznając miejsce, jakie zajmuje dana kwestia w osobistej misji (por. GE 23). Słowa rozesłania: „Idźcie w pokoju Chrystusa!” przypominają nam o potrzebie świadectwa prawdzie Ewangelii w świecie współczesnym, niezależnie od okoliczności.

 

Bracia i Siostry!
W najbliższą sobotę będziemy przeżywali uroczystość Matki Bożej Piekarskiej, głównej patronki naszej archidiecezji. Czcimy ją jako Lekarkę oraz Matkę Sprawiedliwości i Miłości Społecznej. Podczas tegorocznych pielgrzymek stanowych kobiet i mężczyzn do piekarskiego sanktuarium szczególnie mocno wybrzmiały słowa: „Pomóż nam wygrać, Lekarko, nasz czas”. Myśląc o czasie, pamiętajmy najpierw o naszym misyjnym powołaniu. Osadzone w historii naszego życia jest ono wolną i świadomą odpowiedzią na powołanie Boga. Ale to powołanie możemy dostrzec tylko wtedy, gdy przeżywamy osobistą relację miłości z Jezusem żyjącym w swoim Kościele. Pomyślmy, czy podobnie jak Maryja, jesteśmy gotowi bez zastrzeżeń służyć woli Bożej (por. Łk 1,38).
Mając na uwadze obecny moment dziejów, szczególną troską obejmujemy zdrowie publiczne. Dlatego uciekamy się do Matki naszego Zbawiciela prosząc z wiarą: „Uzdrowienie Chorych, módl się za nami!”.
Współczesna historia, naznaczona 40. rocznicą zrywu całego narodu pod sztandarem „Solidarności”, ale także aktualne doświadczenie epidemicznego kryzysu, uświadamiają nam na nowo potrzebę rozwijania wśród nas postawy współczucia i wzajemnej pomocy w przestrzeni naszych rodzin i wspólnot wiary, szczególnie wobec osób chorych, starszych i ubogich. Dołóżmy wszelkich starań, aby obecna sytuacja nie pogłębiała naszej nieufności i obojętności wobec ludzkich dramatów. Stawiajmy tym samym na wartość modlitwy, w której Bóg porusza nasze serca i otwiera nas na gesty miłosierdzia i doceniania godności każdego człowieka. W tym kontekście skierowane jest do nas ponownie pytanie: „Kogo mam posłać?”. Pan żniwa oczekuje od nas wielkodusznej i stanowczej odpowiedzi: „Oto ja, poślij mnie!”.
Na czas rozwijania życiowego powołania, odkrywania misji w świecie dotkniętym globalną pandemią i dawania świadectwa o miłości Boga, Jego zbawieniu od grzechu i śmierci wszystkim Wam udzielam z serca płynącego pasterskiego błogosławieństwa: w imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego!


† Wiktor Skworc Arcybiskup Metropolita Katowicki
Katowice, 02 września 2020 r.


Bezpłatne numery Gościa Niedzielnego o Janie Pawle II i Kard. Stefanie Wyszyńskim

W związku z 39. rocznicą śmierci prymasa Stefana Wyszyńskiego przygotowaliśmy specjalnie wydanie poświęcone prymasowi.

Przypominamy w nim ważne oraz ciągle aktualne wątki jego nauczania. Można go pobrać bezpłatnie ze strony

https://www.gosc.pl/doc/6323680.Darmowe-e-wydanie-Pasterz-mistyk-maz-stanu-Czekajac-na

Przypominamy również, że cały czas jest dostępny specjalny numer 'Gościa Niedzielnego', w całości poświęcony Janowi Pawłowi II.

Jest dostępny wyłącznie w wersji elektronicznej, pod linkiem

https://www.gosc.pl/doc/6302215.Sluchajmy-papieza-specjalne-wydanie-Goscia-do-pobrania-za-darmo


SMAK KARMELU - konferencja o POKORZE

SMAK KARMELU - szkoła modlitwy karmelitańskiej 

 

Najnowsza prelekcja o. Marcina - konferencja o POKORZE

 

Kontynuujemy spotkania drogą internetową - konferencja o WYRZECZENIU 

 

Wcześniejsze konferencje ojca Marcina tutaj w wersji AUDIO

 

 

 

 

 


Oświadczenie Delegata KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży po filmie 'Zabawa w chowanego'

Oświadczenie Delegata KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży po filmie „Zabawa w chowanego”

 

Film „Zabawa w chowanego”, który obejrzałem, ukazuje, że nie dochowano obowiązujących w Kościele standardów ochrony dzieci i młodzieży. Mam na myśli sposób traktowania osób pokrzywdzonych i ich rodzin, brak podjęcia odpowiednich działań w wyniku otrzymanych informacji o wykorzystywaniu seksualnym dzieci przez księdza, czyli niewypełnienie obowiązków nałożonych na przełożonego przez prawo kościelne. 

 

Każda prawdopodobna wiadomość o wykorzystaniu seksualnym osoby małoletniej przez księdza, która wpływa do biskupa lub do kurii, musi być w Kościele uznana za zawiadomienie zobowiązujące do wszczęcia dochodzenia kanonicznego oraz do ograniczenia duchownego w czynnościach. Niedopuszczalne jest przesuwanie podejrzanego księdza do miejsca, w którym może mieć jakikolwiek kontakt z dziećmi. 

 

Ze względu na przedstawione w filmie informacje, jako Delegat Episkopatu Polski ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży, zwracam się poprzez Nuncjaturę do Stolicy Apostolskiej o wszczęcie postępowania nakazanego przez motu proprio papieża Franciszka dotyczącego zaniechania wymaganego prawem działania.

 

Dziękuję osobom pokrzywdzonym, które decydują się opowiedzieć o doznanej krzywdzie. Apeluję, aby każdy, kto posiada wiedzę o wykorzystaniu seksualnym osoby małoletniej, pamiętał, że jest zobowiązany w sumieniu – i przepisami prawa – do złożenia zawiadomienia. Proszę księży, siostry zakonne, rodziców i wychowawców o to, by nie kierowali się fałszywą logiką troski o Kościół, skutkującą ukrywaniem sprawców przestępstw seksualnych.

Z bólem słyszę o cierpieniu każdej osoby pokrzywdzonej przez duchownego. Jest to zawsze wynik nadużycia zaufania, jakim obdarzony jest przedstawiciel Kościoła. Dlatego każda osoba pokrzywdzona powinna szybko uzyskać ze strony biskupa natychmiastową ofertę pomocy psychologicznej, duszpasterskiej i prawnej, z której mogłaby skorzystać, jeżeli będzie tym zainteresowana. Jest to podstawowy wyraz solidarności i odpowiedzialności Kościoła. 

 

Chcę równocześnie podkreślić, że zasadę współpracy między prokuraturą a Kościołem w celu ochrony osób małoletnich i ukarania sprawców uważam za rzecz potrzebną i dobrą. Taka obustronna współpraca musi być zawsze prowadzona w sposób przejrzysty i uczciwy, z zachowaniem wszystkich procedur. Dzięki niej nie tylko prokuratura otrzymuje potrzebne informacje od Kościoła, ale także instytucje kościelne mogą otrzymać dostęp do wyników postępowania dowodowego prowadzonego przez organy ścigania. Umożliwia to unikanie kilkukrotnego przesłuchiwania osób pokrzywdzonych oraz pozwala sprawniej i bardziej efektywnie prowadzić postępowanie kanoniczne.

 

Historie z filmu nie są prawdą o zdecydowanej większości księży. Nie możemy pozwolić na to, by skandaliczne przypadki przekreśliły dobro, które jest w Kościele. W zdecydowanej większości księża i siostry zakonne to ludzie z powołaniem, sumiennie wypełniający swoje obowiązki. Nie ma wśród duchownych miejsca dla osób wykorzystujących seksualnie małoletnich. Nie ma zgody na ukrywanie ich przestępstw. Ścigamy sprawców również po to, by stanąć po stronie dobrych księży i wraz z nimi pomagać wszystkim wiernym w odkrywaniu Bożej miłości.

 

+ Wojciech Polak

Arcybiskup Metropolita Gnieźnieński, Prymas Polski

Delegat KEP ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży

Gniezno, 16 maja 2020 r.


'Opowieści Chwałowickie' - Jan Krajczok

Możliwość zamówienia mailowo: krajczok@op.pl

 

dodatkowe informacje: https://www.facebook.com/Jerzy-Malcher-Projekt-filmowy-354972084662964/

 

Chwałowicki Dom Kultury proponuje: https://m.facebook.com/dkchwalowice/videos/809777769514661/

 

O książce

 

 

Opowieści Chwałowickie są książką o mieszkańcach rybnickiej dzielnicy. Akcja utworu toczy się od 1918 do 1947 roku. Losy chwałowiczan przeplatają się z losami postaci znanych z podręczników historii, takich jak cesarz Wilhelm Hohenzollern, Wojciech Korfanty, czy Winston Churchill. Sąsiedztwo tak różnych osób jest zabiegiem celowym, po to by ukazać, że wielka i mała historia są z sobą nierozerwalnie związane. Wszystkie postacie i wydarzenia spaja postać tajemniczego młynarza Oślizloka – nie wiadomo ile ma lat i w jaki sposób może być w jednej chwili w Chwałowicach, a w drugiej na Kremlu, po to by rozmawiać z Józefem Stalinem.

W książce zostały opisane dramatyczne wydarzenia powstań śląskich, okres międzywojenny i lata okupacji. Czytelnik uczestniczy w życiu rodzin Tkoczów, Kożdoniów, Pukowców, Malcherów i Siwców, może być świadkiem budowy kościoła w Chwałowicach i może uczestniczyć w strajku na kopalni Donnersmarcka. Dzięki powieści można zanurzyć się w gwar rozmów prowadzonych w gasthausie Emanuela Kuczery i można być świadkiem akcji górnośląskiej policji ścigającej Franciszka Siwca i jego gang. Akcja utworu dotyczy także bohaterskich misji kurierskich Jerzego Malchera i losów Górnoślązaków podczas wojny w Afryce. W Powieści nie brakuje wątków sensacyjnych i miłosnych. W utworze śmiech bardzo często przeplata się z grozą, której nie sposób uniknąć, kiedy trzeba dotknąć bolesnych wątków pobytu więźniów w obozie w Auschwitz lub przesłuchania w ubeckiej katowni w Rybniku.

Historia nie jest w książce dekoracją a tworzywem, które służy przekonaniu, że pozornie zwykli ludzie są unikalną wartością, a pozornie zwykła miejscowość w rzeczywistości jest niezwykła i jedyna na świecie.

Jeżeli po przeczytaniu tej książki czytelnik bardziej polubi miejsce w którym mieszka i życzliwiej spojrzy na człowieka, który jest obok niego, to wtedy będziemy mieli do czynienia z poważnym dowodem na to, że słowa mogą zmieniać rzeczywistość. Na lepszą.

 

 

RECENZJE

 

Fragmenty recenzji Alojzego Lyski

Wspominani jak rzykani

Każdy człowiek nosi pamięć o swoim życiu, o przeszłości swego rodu i ziemi, na której żyje. Górnoślązacy też taką pamięć noszą, lecz górnośląskiej pamięci albo nie ma w publicznym dyskursie, albo jest wybiórcza, na polityczne zamówienia. Dla rodowitych Górnoślązaków nie jest to sytuacja komfortowa, z reguły bowiem takie manipulowanie pamięcią jest dla nich źródłem wymownych refleksji a nieraz i bolesnych konstatacji. Całe szczęście Górnoślązacy potrafią krzepić się własną pamięcią domową, która jest istotą śląskości i niewygasającym ogniem ich tożsamości. Górnoślązacy mają wyostrzoną świadomość wiszącego nad sobą zagrożenia, że wygaszenie tego ognia będzie niczym innym jak zapomnieniem swych korzeni, wymazaniem swych rodzimych życiorysów, zgodą na wykreślenie swej wspólnoty z życia w przyszłości. Kierowani jakimś naturalnym instynktem przetrwania, starają się ze wszechmocy pielęgnować w różnych formach pamięć domową. Utrwalają losy przodków i regionu we wspomnieniach, zapiskach, kronikach, listach, blogach, z niezwykłą pieczołowitością zachowują pamiątki rzeczowe: dokumenty, fotografie, sprzęty, stroje, budowle, tradycyjne zachowania i rytuały – wszystko po to, by nie poddać się zapomnieniu, materialnemu i duchowemu unicestwieniu, aby wykrzyczeć fakt swego tu jeszcze istnienia. Wyrazem takich zabiegów, postaw i troski jest TA KSIĄŻKA. Jest ona nie tylko odporem na nieunikniony proces zapominania o ważnych postaciach i ważnych wydarzeniach mających miejsce na ziemi rybnicko-wodzisławskiej, może i raciborskiej, może i pszczyńskiej, ale także próbą pogodzenia polskiej pamięci zbiorowej z pamięcią regionalną i indywidualną Górnoślązaków. Jest jak wyciągnięcie ręki z zaproszeniem do wzajemnego poznania, zrozumienia, zbratania. Grażyńskiego można pogodzić z Korfantym, Wehrmacht z polską konspiracją, powstańców śląskich z Niemcami. Trzeba tylko wspominanie traktować jak „rzykani”. Każda ze zwalczających się kiedyś stron miała swoje racje, przekonania o słuszności swej sprawy, swoje cele. Nieszczęściem tej ziemi (a może węgla w jej podziemiach) było to, że te racje, przekonania, cele ścierały sie tutaj z wielką zapiekłością kosztem żyjących tu ludzi. Górnoślązacy – odwieczni dziedzice tej ziemi we wszystkie te XX-wieczne zawirowania historyczne byli perfidnie wplątywani. Wysługiwano się nimi, zjednywano ich sobie, dzielono, straszono, wywożono, wypędzano, szafowano ich życiem - poniewierano na przeróżne sposoby. Jeśli więc „wspominani” w tej książce potraktujemy jako „rzykani” i spróbujemy na opisywane zdarzenia spojrzeć przez pryzmat wartości chrześcijańskich, zwłaszcza przebaczenia – łatwiej będzie zrozumieć ten „przeklęty Śląsk”. Właśnie ten wysiłek dla zrozumienia podejmują „Opowieści chwałowickie”. Poprzez ukazanie realiów historycznych prowadzą najpierw do lepszego poznania, a następnie do zrozumienia tej ziemi i być może zbratania wszystkich ludzi, jacy tu dziś żyją.Książkę czyta się jakby oglądało się interesujący film zmontowany z kilkudziesięciu frapujących sekwencji. Każda przenosi do innego czasu i miejsca, ukazując dramaty całej galerii bohaterów. Są to w większości postaci prawdziwe, historyczne, jedne bardziej, drugie mniej znane, lecz wszystkie w konfrontacji z wyzwaniami epoki świetnie przez Autora wykreowane. Sekwencje w jedną całość łączy mitologiczna postać młynarza Ośliźloka, któremu burze dziejowe odebrały wszystko łącznie z młynem i stawem młyńskim. Jedynie on przetrwał dziejowe burze. W rozmowie z Autorem w epilogu kieruje do nas wielce wymowne przesłanie: WSZYSTKO TRZEBA PAMIYNTAĆ! YNO NIY MYLIĆ PAMIYŃCI Z PAMIYNTLIWOŚCIOM.

Alojzy Lysko

 

 

Fragmenty recenzji dra Bogdana Klocha

Jan Krajczok, Opowieści chwałowickie. Powieść historyczna o mieszkańcach Chwałowic w latach 1918-1947.

(…) Chronologia zamyka się w klamrach czasowych zasygnalizowanych w podtytule tekstu. Czas i jego okresy historyczne odgrywają istotną rolę w przedłożonym materiale. Chronologia czasoprzestrzenna porządkuje układ powieści i pozwala autorowi na bardzo potoczyste snucie wątków akcji utworu. Podział na poszczególne części, i w ich obrębie, na rozdziały, stanowi istotne tworzywo w konstrukcji całości pracy.  

Część pierwsza zatytułowana „Ku nowemu światu (1918-1922)” stanowi preludium do kolejnych zdarzeń i etapów życia bohaterów, choć część ta sama w sobie może stanowić odrębna opowieść. Autor prowadzi narrację wątków postaci mieszkańców Chwałowic, wokół niektórych budując konstrukcję o charakterze biograficznym, jak w przypadku postaci Jerzego Malchera. Losy wplecione zostały w przemiany polityczne i narodowościowe, których centralnym punktem sią zmagania pomiędzy Polakami i Niemcami, z zasygnalizowaniem skomplikowanych relacji interpersonalnych, jak również niejednorodności poglądów bohaterów tekstu na przyszłość Górnego Śląska, m. in. kwestia trzeciej drogi – pomiędzy Polską i Niemcami. Autor kończy pierwszą część w jak najbardziej uzasadniony sposób. Finalizując jej narrację przekazaniem Rybnika i powiatu rybnickiego w ręce polskiej administracji i pod polskie zwierzchnictwo państwowe.

Kolejne dwie części pracy, stanowiące rozwinięcie narracji pierwszej, prowadzą nas do międzywojnia oraz czasów wojny i budowy nowego ustroju tuż po jej zakończeniu. Druga część zatytułowana „Budujemy (1922-1939)” skupia się na bardziej lokalnych zdarzeniach, w które wpisano egzystencję postaci, a także miejsca i zdarzenia, będące ich udziałem. Wielka polityka i ekonomia w tle inicjuje ciąg zdarzeń w przestrzeni lokalnej Chwałowic, także poglądy ludzi i ich decyzje są naznaczone realiami ówczesnego życia. Autor wplata w miejsca i zdarzenia, niezwykle ciekawą, postać młynarza Ośliźloka. Czyni to w zasadzie od pierwszych kart książki. Autor obdarzył go ponadludzkimi cechami, które bez żadnych konsekwencji pozwalają mu przemieszczać się w przestrzeni, w miejsca niedostępne (siedziba Adolfa Hitlera czy Józefa Stalina) dla bytu zwykłych mieszkańców Chwałowic czy Rybnika. W tej części poznajemy bardzo różne losy nie tylko sprowadzające się do problemów ekonomicznych wewnątrz społeczności Chwałowic. Autor zgrabnie opowiada wątki lekkie jak odkrywanie Polski czy drogi do edukacji młodego pokolenia, lecz także trudne chociażby z powodu społecznego napiętnowania, jak przestępstwo, zbrodnia i poniesiona kara, włącznie do kary głównej.  

Trzecia część, najbardziej ponura w swoim wyrazie, będąca także martyrologium chwałowickim to owe dziewięć lat, które było swoistym trzęsieniem ziemi dla członków chwałowickiej społeczności. Dramatyczne losy rodziny Kożdoniów i Tkoczów, męczeństwo Józefa Pukowca (ujmujący opis jego odejścia z materialnego wymiaru) to tylko te najistotniejsze elementy martyrium polskiego ducha w Chwałowicach. Wyjątkowa jest osoba Jerzego Malchera. To tak naprawdę nowa odsłona dziejów mieszkańców Chwałowic, losy tej postaci przeplatają się przez całą książkę. Być może jest jedną z tych, które happy end w sensacyjnym wydaniu przenosi losy Chwałowiczan z przestrzeni ofiar nazizmu do przestrzeni uczestników zwycięzców III Rzeszy i tworzenia nowego świata. Choć ten bohater pozostał daleko za „żelazną kurtyną”. Nowy świat, który po wojnie wypycha naszych bohaterów z dawnych przedwojennych torów, niszczy przeszłość, choć również buduje nowy świat. Owa wymieniona oś w kole młyńskim młynarza Ośliżloka, to nowa oś czasu, która niesie niepewną przyszłość, a zasypany staw młyński, to wspomniane wyrugowanie dawnego. Nie ma już miejsca na to co ponadczasowe, mistyczne. I tu mocno zarysowa postać starego Ośliźloka, który łamie wszelkie zasady rządzące światem materii. Czy to Utopiec, czy inna nadprzyrodzona postać, tego mogę się domyślać, ale jedno jest pewne, jest przedstawicielem innej rzeczywistości, która w opowieści Jana Krajczoka żyje obok, ponad realnym światem materii, niekiedy reaguje na ludzkie czyny, zachowania, innym razem jest tylko świadkiem, komentatorem zmieniającej się rzeczywistości.

Epilog, choć nie informuje już nic o bohaterach z pierwszego szeregu, to jednak akcentuje relację pomiędzy autorem a „duchem” przeszłości – Ośliźlokiem, jednak czy jest przeszłością, to już odrębna kwestia. Ponownie wkracza w rzeczywistość, lecz już nie bohaterów, którzy odeszli, ale rzeczywistość tą, w której funkcjonuje autor, czyli świata wokół nas.

Reasumując, autor przedłożonego tekstu podjął się niezwykle frapującego tematu. Niewątpliwie przestrzeń historyczna Chwałowic stanowi ciekawe tworzywo dla dokonań literackich. Jest świetną przestrzenią do obserwacji wielkich kulturowych i świadomościowych przemian, zwrotów akcji w tej materii w obrębie pierwszej połowy XX wieku.  

Mała wieś, znana z najstarszej wzmianki datowanej na 1228 rok, później osada identyfikowana z zapisami odnoszącymi się do stawów należących do rybnickich plebanów, powoli zmieniała swe oblicze. Istniała przez kilkaset lat w cieniu historii, która przemykała się wokół niej. Od majątku rycerskiego, następnie części składowej rybnickiego państwa, gdzie stawy i młyny odgrywały istotną rolę, dochodzimy do XIX wieku, którego koniec definitywnie zamknął stary, pradawny świat. Nowi mieszańcy, coraz liczniejsza populacja, to część składowa industrializacji. Tak gwałtowna, jak wybuch nowych idei narodowych. Polska – Niemcy, stały się jednym z podstawowych wyznaczników i biegunów pierwszego półwiecza istnienia nowych Chwałowic, wyrosłych z górniczych familoków.

Praca, uwzględniając uwagi i sugestie dotyczące materii otoczki historycznej, jak najbardziej zasługuje na publikację. Jest to typ twórczości pisarskiej, która może poszerzyć grono czytelników, także osób młodszego pokolenia, dotąd słabo zainteresowanych losami przeszłości swojego miasta i regionu. Publikacja ta, to także świetna promocja Chwałowic i Rybnika, w przestrzeni współczesnej polskiej literatury, a także naszej górnośląskiej.

dr Bogdan Kloch

 

 

Fragment powieści, którego akcja toczy się w nieistniejącym już gasthausie Emanuela Kuczery.

Budynek znajdował się na dziesiejszej ulicy Kupieckiej w Chwałowicach.

 

In piwo veritas (jesień 1918)

 

      Niedaleko Donnersmarckgrubbe, na Starej Dródze w Chwallowitz, mały Franek Siwiec zaglądał przez okna do przepastnej sali Gardenstern, największego w okolicy gasthausu, który huczał skocznymi polkami  i wzmacnianymi rybnickim piwem rozmowami górników, sztajgrów, a nawet urzędników kopalni. Polsko godka przeplatała się w gasthausie z wszelkimi odmianami języka Niemców, a nieraz Czechów i Morawian. Franek pomyślał, że taki gwar różnorodnej mowy musiał istnieć wtedy, kiedy Pan Bóg pomieszał ludziom języki w trakcie budowy wieży Babel. Słyszał o niej od księdza, kiedy jeszcze chodził na religię. Kiedyś chodził, ale nie teraz, bo  miał wiele innych i ciekawszych zajęć. Zawsze mu wpadło do rąk trochę grosza, kiedy pojedynczy gość gasthausu wychodził na podwórze na lekko chwiejących się nogach. Jeszcze mu się nie zdarzyło, by pomagając miłośnikowi piwa utrzymać równowagę, ten zauważył, jak jego drobne ręce penetrują jego kieszenie wyławiając pfenigi lub nawet marki. Zabawa była bardziej intratna niż kłusowanie na karpie w Oślizlokowym stawie. Kiedy trzasnęły wejściowe drzwi, Franek od razu do nich podbiegł, licząc na obfite łowy. To nie był jednak dobry wieczór, bo stanął oko w oko z Emanuelem Kuczerą, właścicielem Gardenstern.

      — Co to sam szkłódzisz? — zagadnął podejrzliwie Emanuel

      — Jo? Nic. Panie Kuczera. Tak se yno muzyki słuchom pod oknami.— odparł z pewnością w głosie Franek.

      — Ciś ku chałupie. To ni ma miejsce do dzieci — twardo odparł Emanuel, czując, że mały Siwiec coś knuje, choć nie umiał dociec co.

      — Gasthaus je przi dródze. Nie wlazuja do środka, yno żech je na dródze, na kierej może kożdy być. Z drógi mje wyciepnyć ni mokiecie — wojowniczo odparł Franek.

      — Dobrze ci, snoplu radza, stroć się stónd pryndko, bo jak zawołom kelnera, to ci ta chudo rzić tak strzasko, że bydziesz siedzioł nie na nij, a na brzuchu przez cały tydzień — wyraźnie zirytowany Emanuel przeciął nonsensowne przekomarzanki.

      Franek zniknął w mgnieniu oka, tak, że Emanuel nie był w stanie określić, czy chłopak pobiegł w górę, czy dół ulicy. Nie zaprzątał sobie tym głowy, bo ta zagracona była poważniejszymi sprawami. Wyglądał nadjeżdżającej od Rybnika dorożki. Czekał na Zygfryda Müllera, właściciela rybnickiego browaru. Sporo spraw było do omówienia. Wojna  zmieniła również mały świat w Chwallowitz i handel nie szedł tak gładko jak kiedyś. Czasem browarnik miał kłopot z dostawami jęczmienia, czasem on, właściciel gasthausu nie mógł sprzedać piwa, bo kopalnia na kilka dni wstrzymywała fedrunek i trzeba było szukać nowych sposobów radzenia sobie z wymianą dóbr i usług. Zaczął nerwowo spacerować przed wejściem do gasthausu. Utykał. Rana w nogę po bitwie nad Marną się zagoiła, ale ślad w kolanie pozostał.

„Tak teraz handel wygląda jak to moje chodzenie” — pomyślał. „Nic to jednak, żołnierz z gwardii honorowej cesarza Wilhelma nie może kręcić nosem i dezerterować.”            Podkręcił najpierw jeden koniec długiego wąsa, potem drugi. „ Dobrze będzie, bo Pan Bóg wojaków nie zostawia” i w tej samej chwili wjechała od strony Rybnika rozpędzona dorożka z lekkim zadaszeniem.

      Woźnica mocno pociągnął lejce i konie stanęły jak na rozkaz. Zygfryd  Müller wysiadł żwawo z pojazdu i ruszył w stronę gasthausu. Miał już swoje lata, prawie żadnych włosów i całkiem pokaźny brzuch, mimo to jednak poruszał się z lekkością młodzieniaszka.

      — Panie Kuczera, pan mnie wybaczy to opóźnienie. Jakieś straże zatrzymują ludzi na ulicach. Ja nie wiem kim one są. Pan wiesz może? Jedne mówią, że niemieckie, jedne że polskie, a jeszcze inne, że ani takie, ani siakie. Ja znam dużo rodzajów piwa, ale taki galimatias jak teraz, to ja nie widział w całe moje długie życie.

      Emanuel Kuczera uśmiechnął się do swojego gościa, bo zawsze go wprowadzał w dobry humor, podobnie jak jego piwo.

      — Panie  Müller, też bym chciał wiedzieć co to za galimatias, a najważniejsze, kiedy się on skończy, bo dalej tak być nie może. Nie raz myślę, że znowu wolałbym być na froncie, niż wieczorem  się zastanawiać co będzie rano.

      — Panie Kuczera, takie zamieszanie nie pamiętam, ale ojciec mój i dziad  powiadali, że nieraz był duży galimatias w historia. Powiadali też, że jak się dwóch ludzi co lubią rozum spotka, to nie dość, że galimatias się ich przestraszy i ucieknie, ale one jeszcze zrobią dobry interes.

      — Tak pan myśli?

      — Jak ja by tak nie myślał, to by tu  nie przyjeżdżał w zimna listopadowa pogoda, a pił ciepłe piwo w moje mieszkanie.

      — To zapraszam w skromne progi mojej Gardenstern. Może znajdziemy sposób jak handlować w czasach, kiedy raz znika towar, a innym razem pieniądze.

      — Jak są ludzie, które chcą pracować i napić się piwo, to pieniądze znajdą się zawsze. O widzę, że od kopalnia idzie duża grupa napić się piwo.

      Emanuel spojrzał we wskazanym przez browarnika kierunku. Rzeczywiście, do Gardenstern ciągnęło z kilkudziesięciu ludzi rozmawiając po polsku i niemiecku jednocześnie.

      — Dzisiaj w kopalni był wiec — Emmanuel zwrócił się do swojego gościa. Pewnie mówili o strajku.

      — Dobry wieczór Kuczero, we drzwjyrzach na nas czekać ni musicie — zagadnęła w ciemności jedna z postaci.

      — Ludwik, tyś to je? Toć, że ty, bo żodyn inkszy nie robi mje tak za błozna.      Ludwik Piechoczek uścisnął dłoń zadowolonego ze spotkania Kuczery i ukłonił się browarnikowi.

      — Udało ci się z wojny przijść w jednym kónsku — pokiwał głową wzruszony Kuczera.

      — Udało się — uśmiechnął się Ludwik.— Panowie, wchodźcie do środka — zwrócił się do kompanów po niemiecku. — Zaraz do was dołączę, tylko muszę zamienić parę słów ze starym znajomym, którego nie widziałem szmat czasu.

      Grupa ruszyła do wejścia nadzwyczaj szybko, bo ziąb dawał się we znaki.

      — Ludwik, co to się dzieje u was na grubie?

      — Kuczero, strajk bydzie, bo być musi.

      — Ale o co? Za mało ludzie majóm wojynnej szarpaniny. Nie szło by trocha ochłódnyć?

      — Kuczero, właśnie idymy se do was siednyć i pogodać, o co tyn strajk. Tyn kiery tam wloz pjyrszy, to był Fritz Wasner i on chce, żeby strajk był przeciwko cesarskij administracji i za wjynkszymi wypłatami do górników, co mi się bardzo podobo. Tyn drugi, co do waszego gathausu wloz, to był Ewald Latacz i on chce, żeby strajk był o niepodległe państwo górnośląski, co nie podobo się mje, bo  jo chca, żeby strajk był za prziłonczyniym Górnego Śląska do Polski, co zaś nie podobo się ani Wasnerowi, ani Lataczowi.

      — Boże mój jedyny na niebie! — złapał się za głowę browarnik. Pan to słyszysz panie Kuczera? Panie żołnierzu, przecież ten galimatias co był i jest, po waszej rozmowie będzie jeszcze większy niż był. Gdzie tam mówić o mnie, że ja umiem warzyć piwo, gdzie mnie tam do was panowie politycy. Wy tak warzycie piwo, że świat podpalicie!

      — Panie  Müller — odparł po niemiecku Piechaczek — ten świat zapłonął już dawno temu i podpalił go cesarz Wilhelm ze swoimi europejskimi krewnymi. Ten świat już dawno spłonął i teraz na tym pogorzelisku trzeba budować nowy, bo powrót jest niemożliwy.

      Browarnik spojrzał na wojaka i smutno pokiwał głową.

      — Prawdę pan powiedziałeś panie żołnierzu. Ktoś podgrzał drożdże i musimy teraz oglądać proces fermentacja.

      — Panowie, zbyt jest zimno, by tu tkwić — Emanuel Kuczera zapraszającym gestem wskazał drzwi wejściowe swojego gasthausu. Razem z Zygfrydem Müllerem udał się do kantoru, a Ludwik Piechoczek podszedł do rozemocjonowanych kamratów. Kelner właśnie sprzątał szkło jednego ze stłuczonych kufli, który spadł ze stołu podczas gorących rozmów o przyszłym kształcie Górnego Śląska.

      — Fritz, jak ty myślisz, że my tu bydymy płacić kontrybucje Francuzom za przegrano Wilusiowo wojna, toś je gupi jak funt kudeł — perorował Ewald Latacz.

      — Ewald, nie bój się Francuzów. Damy sobie z nimi radę. Jeżeli chcesz, żeby Górny Śląsk był niepodległym państwem, to jesteś bez rozumu. Kto wtedy będzie kupował śląski węgiel? Niemcy z których chcesz zrobić wroga? Kadłubowy Górny Śląsk nie przeżyje roku. Za wysokie progi. Poza tym Górny Śląsk jest niemiecki i taki pozostanie.

      Fritz Wasner walnął kuflem w stół, tak, że kelner znowu musiał podejść, tym razem tylko ze szmatą, by doprowadzić stolik i podłogę do względnego ładu.

      — Drziszczesz Fritz — odpalił Piechoczek. — Górny Śląsk jest polski. Ewald Latacz z politowaniem kręcił głową spoglądając na swoich rozmówców.

      — Polski? — podskoczył Fritz. — Polski nie ma! To, co teraz istnieje, to poroniony kilkutygodniowy płód, który zaraz umrze, bo jest niezdolny do własnego życia.

      — Piłsudski nie takich niedowiarków nauczył rozumu — twardo odparł Piechoczek.

      — Polacy mogą najwyżej coś podpalić i narobić strat. Oni są niezdolni to stworzenia czegokolwiek. Przeszło sto lat temu nie byli w stanie utrzymać nawet swojego nędznego państwa. To niższa rasa, niezdolna przetrwać bez niemieckiego kierownictwa, które ich  chroni przed nimi samymi — ciągnął Fritz.

      — A to cie synku za fest poniósło! — wrzasnął Piechaczek, uderzając mocno kuflem piwa w stół, tak, że prawie cała jego zawartość wylała się na Wasnera. W mgnieniu oka Fritz popchnął Ludwika, który się lekko się zatoczył.

      — Chłopy! — wrzasnął ktoś z sąsiedniego stolika. Nimce bijóm naszego Ludwika!        W sekundzie obok Wasnera pojawił się Ewald Buchalik z familoków. Miał już w sobie parę piw, ale trzymał się na nogach równo.

      — Ludwiku — zwrócił się do Piechoczka — tyś je u siebie w dóma i krziwdy ci sam żodyn robić nie bydzie — po czym odwrócił się do Wasnera. 

      — Pjyknie witómy na polskim Górnym Śląsku! — i były to ostatnie słowa jakie tego wieczora usłyszał w chwałowickim  gasthausie Fritz Wasner, bo Buchalikowa pięść tak precyzyjnie wylądowała na szczęce niemieckiego socjalisty, że ten stracił przytomność.

      Od razu po tym jak upadł pojawili się jego niemieccy kompani, ale widząc, że za Ludwikiem stoi grupa górników i niedawno zdemobilizowanych żołnierzy, zabrali Wasnera i skierowali się do wyjścia, odgrażając się na odchodnym. W tym samym czasie Zygfryd Müller i Emanuel Kuczera wychodzili z kantoru.

      — No widzę, panie Kuczera, że myśmy wystraszyli nasz galimatias, ale tu się porobił jeszcze większy — powiedział rybnicki browarnik, widząc dwie gotowe do bójki grupy. Mężczyźni przemieszczali się w stronę wyjścia. Kiedy byli na zewnątrz Kuczera dał znak dorożkarzowi, że może podjeżdżać.

      — Tak tu jest prawie co wieczór — powiedział Kuczera. — I nie tylko u mnie, ale w każdym miejscu w okolicy. I nie wygląda na to, że sytuacja się uspokoi.

      Müller pokiwał głową, bo wszystko, co miał do powiedzenia w tej sprawie, już powiedział, a to co było poza jego rozumem, nie dało się wyrazić inaczej jak ruchami bezradnej głowy. Podchodząc do dorożki otwarł kopertę wiszącego pod rozpiętym futrem zegarka.

      — O, późna już godzina panie Kuczera, ale nasz czas nie został dzisiaj zmarnowany, bo wymyśliliśmy dobry interes.

      Kuczera się uśmiechnął z ulgą i już chciał odpowiedzieć, gdy szybko jak jaskółka przeleciało koło nich drobne ciałko, którego ręce  ogołociły z zegarka pustą już teraz dłoń Müllera.

      — Na Boga! — wrzasnął Kuczera. — To ten mały Siwiec! Franek, ty giździe! — równie szybki jak nicpoń z familoków był dorożkarz browarnika.

      Mocną dłonią trzymał Franka za tył marynarki, tak, że ten mógł tylko z bezsilności przebierać w powietrzu nogami.

      — Oddawaj — powiedział potrząsając Frankiem dorożkarz. 

      — Nic ni mom! Nic ni mom! — wrzeszczał Franek.

      Potrząsanie nie robiło na nim większego wrażenia, lecz kiedy dorożkarz zacisnął drugą dłoń z tyłu na jego szyi, zegarek browarnika w cudowny sposób pojawił się w otwartej dłoni nicponia. Kuczera wyrwał go z wściekłością i oddał z przepraszającym wzrokiem Müllerowi.

      — Czamu to robisz? — wrzeszczał Kuczera. — Ni ma cie gańba? Pónbóczka się nie boisz? — machnął ręką, bo mu się przypomniał dziadek Franka, który nawet po odsiedzeniu wyroku w raciborskim więzieniu w drodze do domu okradał mijane domy.

      — Tyn zygarek ni ma wasz, ani od tego bachratego bogocza. On chce być niepodległy, niepodległy! Kożdy w gasthausie wom to powjy, że niepodległość to je dobro rzecz!

      Tego było już za dużo nawet jak na stoicki temperament Kuczery. Naciągnął Frankowe ucho tak, że ten stał tylko na jednej nodze. Kuczera  wolną ręką, z żołnierską sprawnością ściągnął pas ze spodni i na tyle, na ile potrafił, starał się wyjaśniać nie do końca rozwiniętej umysłowości małego Siwca złożoność znaczeniową tkwiącą w pojęciu niepodległości. Po otrzymanej lekcji pochlipujący Franek zaczął biec w stronę familoków, odgrażając się niemiłosiernie.

      — Szkoda tego chłopaka — powiedział głęboko zasmucony  Müller. Pełno teraz takich jak on. Za dużo zła widzieli, wielu z nich potraciło ojców na wojnie. Z pracą krucho. Może by go pan, panie Kuczera podesłał do mnie do browaru? Jakaś robota się dla niego znajdzie.

      — Panie  Müller, serce pana zwodzi. Z tego chłopaka nic dobrego nie wyrośnie. Kiedyś będzie wisiał. Po co panu nowe kłopoty?

      — No trudno — odparł browarnik, po czym zamyślił się nieco. — Ale że ja bachraty? No to jest jednak bezczelność! Trochę tłuszczu i od razu bachraty. Zimą każdy przecież nieco przybiera na wadze.

      Kuczera uśmiechnął się

      — To panie  Müller, dwanaście beczek co tydzień.

      Kuczera wrócił do wieczornych ustaleń.

      — Jeżeli dojedzie do mnie jęczmień pana krewnych i znajomych, o którym nie wie administracja, to wszystko się potoczy gładko i nie będzie braków w dostawach. Co robić? Musimy jakoś pływać po nowemu w tym galimatias? Pamiętaj pan, że jak nie będzie pieniądze, to ja poczekam, bo pan jesteś rzetelny handlowiec, panie Kuczera.

      — To dwanaście, jak dwunastu apostołów — powiedział uśmiechając się na odchodnym Kuczera.

      — Ja nie do końca tak dobrze jak pan znam się  na dwanaście apostołów, ale wiem, co to jest dwanaście pokoleń Izraela — zaśmiał się browarnik. To dobrze, że i dla pana i dla mnie ta liczba jest tak samo ważna.

      Siedząc już w dorożce uchylił Kuczerze melonik na pożegnanie. Emanuel zaś odwrócił się w stronę swojego gasthausu. Dochodziła już północ i gwar wewnątrz z wolna przygasał. 

      — Jest ciszej — pomyślał. — Ciszej do jutra. A co potem?

 

 

Spis treści

 

Część pierwsza

 

Mówią, że nie samym chlebem… 9

Do Krakowa 13

Kiedy zadrżała ziemia pod nogami Wilhelma 21

Kiedy trzęsienie ziemi dotarło do Rybnika 23

In piwo veritas 26

Ku Polsce po raz pierwszy 33

W domu 44

Ku Polsce po raz drugi 46

Po plebiscycie na protestanckim cmentarzu 59

Ku Polsce po raz trzeci 66

Jedzie wnuk Fredry! 73

 

Część druga

 

Motyle księdza Pawła 81

Z Pszczyny na Madagaskar 85

Piękna Zośka i złodzieje 88

Niemałą jest u Boga zasługą dobrze wychować dzieci 92

Bunt pamponiów 95

Co zrobił Józef Malcher, by nie śpiewać pobożnych pieśni 100

Bogu i ojczyźnie 105 Wśród Hetytów 110

Mośnik i kajaki 115

Jadwiga Kauczor, królowa Polski 122

Trzęsienie ziemi w Nowym Jorku i poza nim 126

Złodziejskie namaszczenie 128

Inżynier Dykacz i jego żona 132

Kiedy zabraknie matki–żywicielki 135

Wyprawa do Gdyni 140

Trzy strzały z parabellum 146

O honor górnośląskiej policji 151

W potrzasku 153

Niemiecka szkoła 157

Strajk i marsz głodowy 159

Szwagier — fotograf–amator 164

Sen nocy i dnia letniego 171

Manewry 176

Wojna z Czechosłowacją 179

Posłaniec Wilhelma Canarisa 181

W Beskidach u Kossaków 183

 

Część trzecia

 

Wymiana osi 191

Wrześniowa zdrada 191

Nowe porządki 200

Do kryjówki we Frankenstein 203

Do lagru i na bruk 205

Do więzienia 208

Opór 209

Na pomoc Szarym Szeregom 214

Untersturmführer Gawenda ze Świętego Józefa 216

Rozmówki francusko-angielskie 217

Czerwona róża, biały kwiat 219

Wywalcz jej wolność albo zgiń 223

Czerwona wdowa 227

Zdeptane kwiaty 230

Johann Habel 233

Drugi grom z ciemnego nieba 238

Ślązoki z Afryki 240

Spotkanie w Auschwitz-Birkenau 243

Zniszczony dom 245

Brat przeciw bratu 248

Sowiecka kartografia 249

Ucieczka z Auschwitz 252

Marsz śmierci 260

Rusy idóm! 262

Agent Jej Królewskiej Mości 263

Jedziemy w noc 266

Czerwona wolność 267

W piwnicy klasztoru sióstr boromeuszek 268

Plugawe Niymce 270

Spotkanie z Wallenrodami 273

Na przekór śmierci 276

Zabić niepodległość 279 P

łonie ognisko i szumią knieje 285

Epilog 290

Indeks osób 293

Układ chronologiczny najważniejszych wydarzeń 305

Fragmenty recenzji dra Bogdana Klocha 307

Fragmenty recenzji Alojzego Lyski 309

Najważniejsze rękopisy wykorzystane w książce 311

Najważniejsze publikacje wykorzystane w książce: 311

Podziękowania 312


Zapamiętaj mnie (90 dni)

Aby uzyskać dane do logowania zadzwoń: 32 733-39-42