Dla Mamy

Zamyślenia z kościelnej ławy

Co masz w portfelu?

Jutro i pojutrze bardzo fajne dni -Dzień Babci i Dzień Dziadka. Zarówno dla dziadków jak i dla wnuków to piękne dni. Jedni i drudzy się cieszą na te spotkania. Dla dzieci małych i tych dorosłych, jakoś dziadkowie „lepsi” niż rodzice, bo na więcej pozwalają (jak się było małym) , mają jakoś więcej czasu niż rodzice, cierpliwości itd. Ja niestety już za moich dziadków mogę pomodlić i ufam iż są w niebie, bo gdzieżby mieli być. Dla mnie to Oni posiadali te wszystkie dary Ducha o których wiemy że są. Z wiekiem człowiek nabiera tej życiowej wiedzy, że nie należy się spieszyć, że należy rozmawiać, przytulać (nawet dorosłe, żonate nasze dzieci), że życiu nadaje sens miłość.  Miłość jest konsekwencją dobrze pojętej wolności. Miłość jest spotkaniem darów Ducha z naszą odpowiedzią w wolności.

 

Czytając proroka Izajasza dziś możemy się zapytać czy to Tobie, o mnie – „Bóg twój tobą się rozraduje”. Postawić pytajnik czy wykrzyknik? Jak wykorzystujemy dary Ducha, czy Bóg się z tego wykorzystania danych nam darów może się cieszyć, czy też zmarnowaliśmy, zakopali, zapomnieli? W dzisiejszej Ewangelii jest napisane „Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie”. Na nasze otrzymane dary możemy powiedzieć – „takie to początki „znaki” uczyniłem aby wszyscy widzieli ze jestem uczniem Jezusa”.  Te „znaki”, to nasze do dobre uczynki, to też uzdrowienia (niekoniecznie te zdrowotne, ale i o tym dziś czytamy), ale uzdrowienia  duszy, np. naszego zagubionego w tym świecie dziecka. Ile daliśmy miłości najbliższym (bo jak się nie nauczymy miłości do najbliższych, to istnieje niebezpieczeństwo, że okazywanie miłości do obcych, to będzie pokazówka, zaspakajanie własnej potrzeby uznania, pycha). Najbliższi, dzieci, rodzice, dziadkowie, rodzeństwo, to tu mamy wystarczające pole (czasami trzeba przyznać minowe) do popisu z dawaniem „znaków” miłości.

 

Właśnie dziadkowie mają ogromna rolę w tym uczeniu dawania „znaków” miłości. Bóg ma nieprzebrane stągwie miłości, ciągle może zamieniać wodę w wino, zamieniać trud codzienny i jego potrzeby (wodę) w radość życia (miłość), tu i teraz.  Dary Boga się nie zdezaktualizowały jak kupony na loterii. Otrzymaliśmy darmowe „zdrapki” z darami  Ducha. Niektórzy je schowali do portfela i nawet nie spojrzeli, albo wyrzucili, bo jak za darmo to na pewno nic nie warte. Inni zdrapali, zobaczyli ikonkę uzdrawiania, czynieniu cudów i … nie uwierzyli, że to możliwe i też schowali, a może co gorsza wyrzucili bo wypełnienie tego daru by ich zbytnio kosztowało, a przecież miało być za darmo.  Spójrzmy co my mamy w portfelu oprócz kart płatniczych i pieniędzy. Czym płacimy w życiu, czy tylko pieniędzmi, czy też dobrym słowem, uczynkiem? Jakie dajemy „znaki cudów” naszym  życiem? Każdy z nas może być cudotwórcą i imię Pana! Wierzysz? Duch każdemu z nas dał taj jak chciał. Odkryłeś jakie cuda możesz zdziałać? Odwagi, działaj.

 

Dziękuję moim dziadkom za to iż potrafili pokazać mi Jezusa, że byli świadectwem jak w aklamacji „ Bóg wezwał nas przez Ewangelię, abyśmy dostąpili chwały Pana naszego, Jezusa Chrystusa.” Dostąpić chwały, to znaczy dotknąć jego obecności. Jestem przekonany, że oni jej dotknęli i w niej żyją, a mi za swojego życia pokazali. Chwała Tobie Boże.

 

Szczęść Boże

Krzysztof Wróblewski


Być Janem.

Niedziela Chrztu Pańskiego

 

      Jan Chrzciciel w sposób gorliwy wypełniała swoją misję. Znał swoje miejsce w historii zbawienia, a ludzie przypuszczali, iż to On był tym oczekiwanym Mesjaszem. Do Jana przychodzili ludzie aby otrzymać odpowiedź, jak żyć, w zgodzie z Bogiem i ludźmi. Taką otrzymał misję od Boga – „Głos wołającego na pustyni”.  Przygotowywał ludzi na przyjęcie nauk i tego co czynił Jezus.  Punktem kulminacyjnym Jego misji był chrzest Jezusa. „ Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo  i Duch Święty zstąpił na Niego”. Trzeba znać swoją rolę w życiu.

 

      Dziś w świecie newsów czy ktoś by zauważył dziwaka, obdartusa który mówi o nawróceniu? Kolejny „nawiedzony”. Jak o nawróceniu mówi Papież, biskup, a nawet wikary to słuchamy, przytakujemy i bijemy się w piersi. Ale czy tak samo byśmy przytakiwali, bili się w piersi, ba, pytali się o to jak należy żyć,  człowieka który wyglądałby jak przysłowiowy menel? Kto by poszedł za takim, kto by wyznał takiemu swoje winy? Ktoś powie że dziś to już nie te czasy bo mamy sakrament spowiedzi, że dziś, to już mamy sakrament chrztu i bierzmowania. To prawda.

 

      Bóg dał nam narzędzia o wiele doskonalsze niż chrzest Janowy. Zastanówmy się więc jak my je wykorzystujemy. Parę linijek przed dzisiejszym czytanym tekstem Ewangelii Łukaszowej jest taki tekst Jana –„ Wydajcie więc owoce godne nawrócenia; i nie próbujcie sobie mówić: 'Abrahama mamy za ojca'”. Na dziś można powiedzieć, że współczesny Jan by powiedział – „nie wystarczy, że mówimy iż jesteśmy katolikami, że Bóg to nasz Pan, to nie wystarczy”. Sama deklaracja nie wystarczy. Trzeba uruchomić w sobie te pokłady Ducha Świętego, które otrzymaliśmy na Chrzcie Świętym  i dalej utrwaliliśmy w sakramencie Bierzmowania. Do Jana w czasach gdy

 

      Poncjusz Piłat był namiestnikiem Judei przychodzili wszyscy ci którzy pragnęli odnowy swego życia, bo zrozumieli, że jest ono nie takie jak powinno być. Ilu codziennie mijamy, spotykamy,   takich „Janów” którzy swoim widokiem, słowem, gestem nas dotykają tak, iż nagle coś nas kłuje w sercu, źle się czujemy w swojej skórze, odwracamy wzrok?  Jeśli ktoś mówi, że takich „Janów” nie spotyka to znaczy że ma uszy, a nie umie słuchać, ma oczy a nie umie patrzeć. Zacznijmy żyć jak ludzie Boga, bo przecież jesteśmy Jego dziedzicami, synami. Nie udawajmy że słowa „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” , odnoszą się tylko i wyłącznie do Jezusa.

 

      Bóg każdemu z nas chce to powiedzieć, więc odnówmy ten chrzest w sobie, zacznijmy od Janowego czyli dobrego przygotowania sumienia, a potem sakramentów pojednania i eucharystii. Przed Bogiem nie ma co udawać, ani że się jest lepszym niż naprawdę, ani udawać niedorajdę który zawsze błądzi, grzeszy i niby nie wie co oznacza przykazanie miłości. 

 

      Otwórzmy oczy na świat i słuchajmy co Jan mówi do nas, odszukajmy tych „Janów”, zejdźmy z kanap (jak mówi Papież Franciszek) odnajdźmy swoją misję, bo każdy z nas ma tak naprawdę misję Janową do spełnienia. Każdy na nas jest Janem ( nawet  przecież każdy z nas przy pewnych warunkach może ochrzcić ). Nie bójmy się być „Janem Chrzcicielem”. Nawracajmy, a zacznijmy od siebie.

 

Szczęść Boże

Krzysztof Wróblewski

 

 


Noworoczne postanowienie.

Rozpoczynamy nowy rok. Dziś w Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi słyszymy w aklamacji – „Wielokrotnie przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna.” Wielokrotnie i co z tego? Nie uwierzyli, a nawet szczególnie Ci, którzy znali pisma, proroctwa, rozważali Słowo. Nawet spisano to, co Jezus czynił i słyszymy to wielokrotnie. Czy historia braku rozeznania Słowa znów się powtarza? Kogo w swym życiu słuchamy, jak często ucha nadstawiamy na Słowo? Świętowanie się skończyło, trzeba wrócić do codzienności, atmosfera świąteczna powoli przygasa. Wraca codzienność.

 

Może niektórzy kolejny raz coś postanowią na ten Nowy Rok, aby zarzucić te postanowienia po krótkim czasie zawsze znajdując usprawiedliwienie. Codzienność nam nie pozwala być takimi jakimi chcielibyśmy być, a chcemy być lepszymi. Chcemy być lepszymi mężami, matkami, synami, pracownikami, kierownikami, a czasami tylko nauczyć się języka, schudnąć (bo to jednak noszenie nadmiaru ciała skutkuje na zdrowiu, a nie tylko na urodzie). Nasłuchujemy jak uczynić się lepszym od męża, żony, dzieci, rodziców, koleżanek i kolegów, czy w też po prostu nie zwierzając się nikomu (czasami ze wstydu, że już wielokrotnie to postanawialiśmy) szukamy rozwiązań na poprawienie siebie w Internecie. Czy szukamy rozwiązań naszych niedomagań w Biblii?

 

Wybrane fragmenty Biblii słyszymy co niedziela, ale czy słyszymy, czy rozważamy te słowa, czy szukamy w nich rozwiązania naszych problemów? „Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała w swoim sercu”. Co my zachowujemy w naszym sercu? „Pasterze wrócili (do swojej codzienności), wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane”. Nasz powrót po Świętach Bożego Narodzenia właśnie ma być taki, jak tych pasterzy. Po przyjściu do szkoły, do pracy, w pracach domowych mamy wielbić Boga za wszystko, co dla nas uczynił. Oczywiście najpierw należy zauważyć w tym wszystkim Boga. Z tym zauważeniem, może być problem, bo codzienność na tyle się mija z „atmosferą Bożego Narodzenia”, że jest nam trudno mówić że to ten sam Boży świat. Częściej się pytamy – „Boże, dlaczego, gdzie jesteś?”.

 

Tymczasem mamy sami z odwagą zmieniać tą codzienność, tak jak pasterze. Włączyć Boga w nasze życie. Dostrzegać Go w innych ludziach. Modlić się za tych co na nas donoszą, dają niesłuszny domiar robót, nieuczciwie oceniających naszą dobrze i sumiennie wykonaną pracę (kiedy żonie ostatnio powiedziałeś, że obiad był pyszny; kiedy mężowi ostatnio powiedziałaś że dba o was), za plotkarzy i tych którzy obojętnie przechodzą obok, gdy znają nasze problemy zdrowotne, finansowe, rozterki moralne. Pasterze nie bardzo się znali na Pismach, a wiedzieli co maja zrobić. My słysząc Słowo Boga co niedziela i będąc Jego synami tym bardziej jesteśmy zobowiązani do wypełniania Jego słów. Nie o atmosferę świąteczną chodzi, ale o sedno Świąt Bożego Narodzenia – narodzenie Boga w nas.

 

Dziś wspominamy moment obrzezania Jezusa. Obrzezanie to nakaz nałożony przez Boga na proroka Abrahama i jego potomków, jako znak przymierza z Bogiem. Obrzezanie odbywa się ósmego dnia nawet wtedy gdy jest szabat, czyli zauważmy jak jest ważne dla tożsamości żydów. Na ile chrzest wywarł „piętno” na naszym życiu?  Czy czujemy zjednoczenie z chrześcijanami? Patrząc na codzienność mam wątpliwość, a więc jest za co się modlić. Wszędzie gdzie widzimy że nasze (zacznijmy naprawę świata od siebie) lub innych postepowanie jest niegodne chrześcijanina to módlmy o zmianę tego postepowania, błogosławmy aby się zmienić i aby się inni zmienili. Może to będzie najważniejsze postanowienie noworoczne – błogosławmy, jak jest napisane :'Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie swoje oblicze i niech cię obdarzy pokojem'.

 

Ja grzesznik proszę Ci Bożę, błogosław tym co czytają (nawet przypadkiem) ten tekst, aby Twoje Słowo było im przewodnikiem na codzienność.

 

Szczęść Wam Boże na ten 2019r

Krzysztof Wróblewski

 


Błogosławieństwo

Pamiętamy, my ojcowie, jak słuchaliśmy jak rozrabia, jak dotykaliśmy wystające nogi, ręce  naszego dziecka w  brzuchu kochanej żony, matki. To piękne chwile. Matka i ojciec uczą się miłości do swojego dziecka mimo, że nie jest jeszcze widoczne. Wyczuwamy kopnięcia, przewracanie, słuchamy tętna tego bezbronnego, w pełni zależnego od matki, cielesnego owocu miłości rodziców.  Bóg powołał do życia, przyzwolił na owoc miłości. Maryja przyzwoliła wydanie na świat owocu miłości Boga do nas wszystkich. Owoc miłości ludzkiej, cielesnej, uświęcony przez Boga – nasze kochane dzieci. Owoc bezgranicznej miłości Boga do ludzi – Jezus. Patrzmy na nasze dzieci jak na działo Boga, mimo że są na nasze podobieństwo i obraz, nas grzeszników. Nawet teraz jak są nasze dzieci dorosłe, lub prawie (nastolatki w  wieku „swojego jedynie słusznego zdania”), też patrzmy na nie jak na działo Boga, bo nic się nie zmieniło, od czasu gdy nasłuchiwaliśmy ich w brzuchu żony. Bóg nie daje czasowej gwarancji na swoje dzieło, a daje gwarancję wieczną. Od poczęcia, poprzez śmierć do wieczności – to Boża ścieżka naszego życia, powołanego przez Boga. Wieczna gwarancja na życie. Dziś w Ewangelii słyszymy jak dwie matki  - Maryja i Elżbieta -  prowadzą dialog wychwalający Boga, a ich dzieci, w ich łonie, też prowadzą swoisty dialog którego efektem zauważanie przez Elżbietę, że Jan się poruszył w Jej łonie. W tym krótkim dialogu powtarza się jedno zasadnicze słowo – błogosławiona, błogosławiony - błogosławieństwo. Błogosławmy!! Mężowie prośmy Boga o błogosławieństwo dla naszych matek, żon. Oprócz swej miłości, to co możemy naszym matkom i żonom ofiarować, to Boże błogosławieństwo. Tak zrobiła Elżbieta.

 

Nie bójmy się błogosławić, bo to Bóg, tak naprawdę błogosławi naszymi rękami. Składając sobie życzenia na Wigilię nie zapomnijmy pobłogosławić żonę, męża, dzieci małych i tych już dorosłych, nawet jak mają swoje dzieci. Nie ma większego prezentu niż błogosławieństwo Boga, a nie wspomnę przyjęcie komunii świętej w czyimś imieniu. To ostatnie dla grzesznika jest niesamowitym darem miłosierdzia darującej to osoby, a szczególnie miłosierdziem Boga. Wszystkie prezenty materialne są fajne, dają radość, uśmiech,  poczucie że ktoś zadbał o ciebie. To jest potrzebne, a szczególnie  zadbanie o prezenty dedykowane (czyli takie o których ktoś powiedzmy „marzy”). Tego każdy oczekuje – poczucia że nie jest traktowany po macoszemu, ale otrzymał to co chciał, a to znaczy że osoby mu bliskie go słuchają, są z nim, interesują się nim, nie żyją obok mimo wspólnego domu. Poczucie więzi rodzinnej, a jednocześnie swojej wyjątkowości, jako żona, matka, córka, syn, mąż ojciec.  To wszystko bardzo ważne, szczególnie w tą Wigilijną Noc, a najważniejsze uświadomienie sobie z jakiego powodu jest to wszystko. Bóg jest wśród nas. Jest, przy naszym stole, składa nam życzenia, dzieli się opłatkiem.

 

Bóg dzieli się sobą na każdej Eucharystii. Nie byłoby tego wszystkiego gdyby nie zgoda Maryi, ale czy to możliwe, aby Maryja odmówiła lub  zwlekała w czasie (to jednak ogromna odpowiedzialność być matką Boga)? Bóg nas wybiera i daje misję, wie że nas stać na to, co On dla nas przygotował. Jednak Bóg pyta się o zgodę, bo dał nam na swoje podobieństwo, wolną wolę. Możemy zawsze wybrać. Bóg  nie ma wątpliwości w wyborach, wybrał Maryję jako matkę Jezusa, wybrał Józefa jako Jego opiekuna i opiekuna Maryi. Wybrał mnie jako ojca, Ciebie jako żonę, jego jako singla, jeszcze innego jako kapłana. Każdemu mówi o jego posłannictwie i pyta o wybór. Nie wiesz kiedy? Nie pamiętasz takich zdarzeń? Pomyśl kiedy było to poczęcie twoich dzieci, co się działo wtedy gdy Ty jeszcze nie miałeś pojęcia, że będziesz ojcem, matką. Z perspektywy lat zauważamy to, co wtedy było niezauważalne i widzimy, że Bóg pyta. A odpowiedzią na Jego wezwanie jest błogosławieństwo, tak jak to ujęła Elżbieta „ Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”. Czy widziałeś błogosławieństwo dla Ciebie w swoim życiu? Przyjrzyj się ile ich było i ile przeoczyłeś i nie podziękowałeś.

 

W ten szczególny wigilijny wieczór błogosławmy, bo to największy prezent, Boży prezent.  

 

Szczęść Boże Krzysztof Wróblewski


Dobra nowina i napomnienie.

Są zawodach narażone na pokusy pokazania swej władzy (policja, urzędnicy skarbowi, sędziowie, obrońcy i prokuratorzy, wojskowi,  menadżerowie spółek, itd.) w tym z możliwością zagarnięcia niesłusznych dóbr. Każdy może ulec podszeptom szatana, aby wykorzystać swą pozycję do pokazania pychy (źle rozumianej władzy) lub  kradzieży ( bo branie nienależytego podatku nawet ze skutkiem, że trafia do Państwa, a nie prywatnej kieszeni, jest okradaniem ludzi). Życiowe porady Jana Chrzciciela pokazały jak sobie poradzić z rozterkami takich zawodów, jak być ludzkim, jak być naśladowcą Jezusa.  Nie możemy ulegać podszeptom szatana, a słuchać napomnień.

 

Mamy dziś w Ewangelii w jednym zdaniu „Wiele też innych napomnień dawał ludowi i głosił dobrą nowinę.” Tak jakby w jednym zdaniu powiedzieć „jestem grzesznikiem którego Bóg kocha”. I to jest prawda. Wielu się na taki zestaw słów oburza. Wielu napomina i napomina a nie głosi dobrej nowiny. Oczywiste łajanie grzechu, mówienie o nim wprost, jest słuszne, ale trzeba dać perspektywą co dalej. Bóg wygnał Ewę i Adama z raju, dla ich dobra, aby nie pogorszyli swej sytuacji i nie zjedli z tego drugiego drzewa, bo wtedy ludzkość miałaby zupełnie pod górkę. Jednocześnie Bóg zapowiada, że wybawi ludzi z tego wszystkiego. Doczekaliśmy się wybawienia, już jest faktem historycznym, Jezus , zmartwychwstał i jest, ciągle jest z nami. Było napomnienie i dobra nowina. Jak my uczymy nasze dzieci życia – czy tylko napominamy, lub tylko chwalimy (bo taka moda, zła moda, bo dzieci są coraz słabsze psychicznie przy byle niepowodzeniach, nie radzą sobie z wpajaną doskonałością). A gdzie dobra nowina?. My jako rodzice, jako szefowie w pracy, jako zwykli fizyczni pracownicy mamy dawać przykład, że nasza codzienność to dobrą nowina (wypełnieniem dobrej nowiny).  Dobra nowina, to nie newsy że pójdziemy na zakupy aby kupić kolejny fajny ciuch, płytę, jakieś AGD, czy nawet samochód, lub dobre jedzenie, to też nie wieść o premii świątecznej. Dobra nowina to nadanie tym wszystkim  życiowym sprawom ludzkiego, bożego podmiotu.

 

Brakuje dziś w naszych działaniach bożej podszewki. Kogo pytamy (jeśli w ogóle) „Cóż mam czynić?”. Jak często się pytamy „Cóż mam czynić?”. Życie biegnie, a my go chcemy dogonić. Po co? Zwolnijmy, zadajmy pytanie „Cóż mam czynić?”. Zadajmy to pytanie Bogu. Bóg nie jest milczącym, nieżyciowym idealistą, bo udowodnił, że można żyć wg Słowa i napominać i dawać (głosić, świadczyć sobą) dobra nowinę. Nie rozdzielajmy napomnienia (to droga do odpowiedzialności, co dziś jest nawet wśród tzw. elit rzadkością)  i dobrej nowiny, począwszy od osobistego świadectwa, a skończywszy na cytowaniu Słowa. Właśnie boimy się, wstydzimy się cytować Słowo, uważając, że przecież mnie jako grzesznikowi nie wypada cytować Słowa. To błędne przekonanie, im częściej będziemy cytowali Słowo tym sami będziemy uważniejsi w naszym postepowaniu. Głosząc dobrą nowinę nie mówimy jako święci z nieba ściągnięci ( w Radio eM to fajna audycja), ale właśnie stawiamy sobie i innym cel, dobry cel, pożyteczny dla innych i dla nas.

 

Życzmy sobie aby napomnienie i dobra nowina stały się nasza codziennością.

 

Szczęść Boże Krzysztof


Zdrowy Boży rozsądek.

Zdrowy rozsądek stoi w sprzeczności z postępowaniem zarówno wdowy oddającej wszystko co posiadła na swój utrzymanie, jak i wdowy z Sarepty  oddającej ostatnie pożywienie. Wdowy w owych czasach w tym rejonie świata nie miały lekko, a wręcz były skazane na miłosierdzie. Popatrzmy na nasze dzisiejsze roszczeniowe podejście do życia. Wielu wyciąga rękę bo czują się pokrzywdzonymi przez historię, przez władzę, pominiętymi u stołu. Standardem jest stwierdzenie że skoro im coś się dostało,  to mi również się należy,  za to czy, tamto. Takie dążenie do „sprawiedliwości”  podziału dóbr. Tymczasem dzisiejsze ewangeliczne wdowy dają przykład postepowania miłego Bogu – oddaję innym co mam, ponieważ …? No właśnie co mogło skłonić owe wdowy do takich działań? Wdowa z Sarepty to poganka która wręcz wypomina Eliaszowi – „ Na życie Pana, twego Boga, już nie mam pieczywa”, a jednak zrobiła najpierw jedzenie prorokowi a potem sobie i synowi. Musimy wiedzieć że Eliasz nie pojawił się w domu owej wdowy z przypadku, a wręcz Bóg mu to wszystko wskazał. Beznadzieja sytuacji wdowy i jej syna w czasie zapowiedzianej przez Boga ustami Eliasza suszy jest jednoznaczna – „Zjemy to, a potem pomrzemy”. Wobec tego podzielenie się z Eliaszem tak naprawdę nie zmieni sytuacji czy zje połowę czy całość bo i tak nic więcej nie mam do jedzenia i nie ma na co liczyć (susza i głód).  Śmierć wydawała się nieuchronna, a dobry uczynek jakiemuś podróżnemu który pójdzie dalej, to taki ludzki odruch. Czy my pozwolilibyśmy sobie na taki ludzki odruch w takiej beznadziejne sytuacji.?

 

Mówię celowo o ludzkim odruchu, a nie o odgadnięciu woli Bożej, bo kto tak naprawdę w codzienności o wszystko pytamy Boga?. Doszukujemy się Jego działań, czy też bardziej jesteśmy racjonalni, trzymający się tego co widzimy i dotykamy, co pojmujemy i potrafimy przewidzieć, tak po ludzku, a nie mieszamy w to Boga.? No przyznajmy się jak to naprawdę jest. Jak mówimy „niech spełni się wola Twoja” to czy akceptujemy to,  że w takiej beznadziejnej sytuacji jest Jego wola?  

 

Bóg może wszystko, nawet sprawić że - „Dzban mąki nie wyczerpie się i baryłka oliwy nie opróżni się”. Bogu należy zaufać. To trudne bo czasami nieżyciowe - oddać symboliczny ostatni kęs lub wdowi grosz.  Czy Bóg sam to wszystko zje, a pieniądze da na dobre konto lub akcje. Przecież że nie, tylko rozda nasze dary serca ludziom potrzebującym, poprzez innych ludzi. Taki łańcuch skutkowy  naszego czynu miłosierdzia, który zaczyna się w zamyśle Boga. Czasami nawet nie wiemy o takim Jego pomyśle, bo o tym z Nim nie rozmawialiśmy, nie uzgadnialiśmy, nie planowaliśmy, nie przyszłoby nam do głowy, a Bogu  - jak najbardziej, tak.  O drugiej wdowie nie wiemy nic więcej niż tylko co wiedział Jezus – oddała wszystko co miała na swe utrzymanie. Postępowanie tej wdowy jeszcze bardziej nas zadziwia, bo nie znamy impulsu do działania. Eliasz wdowie z Sarepty coś obiecał, a tu nie wiemy nic. Dlaczego? – bo nie nasza sprawa, tylko Boga. Nie interesujmy się ile kto daje i dlaczego tyle, a nie więcej (bo jest lub uważamy że jest bogatszy i stać go na dawanie)   lub mniej (bo widzimy że żyje skromnie). Jezus nie analizuje przyczyny, tylko pokazuje jak ma być – ufność Bogu, ufność że nasze życie ( i te materialne) jest w ręku Boga.  Odejdźmy od zdrowego rozsądku i myślmy zdrowym Bożym rozsądkiem.

 

To co,  jak będzie wyglądała taca w następną niedzielę - dasz z tego co zbywa , czy z serca?

A propos – czy zwracamy uwagę na co jest  kolekta?

 

Szczęść Boże

Krzysztof


Czuwanie -ufność

      Bóg dał nam wolną wolę, i jednocześnie mówi „Czuwajcie” , bądźcie rozważni, wybierajcie właściwe drogi, nie popadajcie w pychę, samozadowolenie, w obojętność wobec Boga, wiary. To jest to, o co woła Papież Franciszek – „wstańmy z kanapy”. Jak czytam dzisiejsze słowa Proroka Izajasza to jestem aż przerażony ich aktualnością. „Czemuż, o Panie, dozwalasz nam błądzić z dala od Twoich dróg, tak iż serce nasze staje się nieczułe na bojaźń przed Tobą? …. My wszyscy byliśmy skalani, a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata. My wszyscy opadliśmy zwiędli jak liście, a nasze winy poniosły nas jak wicher. Nikt nie wzywał Twojego imienia, nikt się nie zbudził, by się chwycić Ciebie.” Samo życie, czysta prawda o nas. Brak czujności doprowadza nas do krzywego zwierciadła wiary. Przeglądamy się w nim i czujemy że coś nie tak, ale lusterko podpowiada że przecież jesteśmy tacy pełni wiary, a szatan, nasz oskarżyciel w byle upadku nas depta, wkopuje w ziemie. I tak więdniemy jak liście, nasze dobre uczynki skalane grzechami, ciągle upadek i wzlot. Taka niestabilność, huśtawka, to nic innego jak brak czuwania. Czuwanie to gotowość do działania, a jak Bóg nam mówi – ”Czuwajcie” - to oznacza tylko jedno , mamy być gotowi do Bożego działania.

      Czujność nasza polega na tym aby rozróżnić co jest tym Bożym działaniem i współdziałać z Bogiem, od tego co jest szatańskim zamysłem działania i to złe, odrzucić. Bóg poprzez Izajasza mówi „Ani ucho nie słyszało, ani oko nie widziało, żeby jakiś bóg poza Tobą czynił tyle dla tego, co w nim pokłada ufność. Wychodzisz naprzeciw tych, co radośnie pełnią sprawiedliwość i pamiętają o Twych drogach.” Czyż to nie recepta na życie, na wypełnienie codziennego czuwania?. Pokładanie ufności w Bogu jest tym narzędziem czuwania, bo inaczej to będzie tylko „stróżowanie”. Nie możemy być tylko „stróżami” i się tylko pilnować bo nie starczy nam czasu na zobaczenie Boga, ba nie starczy nam czasu aby dostrzec że już Jest.

      Ufność Bogu to nic innego jak powierzenie Bogu swej codzienności. Łatwo powiedzieć, ale jak to zrobić. No właśnie Adwent jest po to aby odszukać lub pogłębić tą ufność do Boga, aby potem na koniec Adwentu powiedzieć – Panie Boże, „A jednak, Panie, Tyś naszym Ojcem. Myśmy gliną, a Ty naszym twórcą. Dziełem rąk Twoich jesteśmy my wszyscy.” Boże , będę Czuwał aby tego nie zaprzepaścić.

 

Szczęść Boże Krzysztof


Zapamiętaj mnie (90 dni)

Aby uzyskać dane do logowania zadzwoń: 32 733-39-42