Sługa Boży Ks. JAN MACHA

Folder o ks. Janie

.


Fragmenty kazań ks. Jana 1938-1939

Ile cudów miłosierdzia wyświadczył ci już Zbawiciel. Płacząc, prosząc, napominając stał On przed Tobą. Jego krew, Jego prośba na Krzyżu: „Ojcze odpuść im”, odnosiło się i do ciebie. Jak długo, jak długo jeszcze będzie On zapłakany stał przed Tobą? Powiedzmy do Niego: Panie, nie chcę więcej być powodem Twoich łez. Chcę już grzechy moje opłakać jak Syn Marnotrawny.

(Kazanie z 7 VIII 1938)


W sprawach zasadniczych – woła św. Augustyn – musi być jedność. „In necessariis unitas”. W rzeczach zasadniczych jedność. Ten sam św. doktor powiada: w innych rzeczach może być wolność. Każdy może mieć zdania jakie chce. Może sobie uznawać lub nie według własnego zdania, ale w sprawach zasadniczych musi być jedność. Jakie to są te sprawy zasadnicze? – To sprawy Boże, to owe prawidła moralności chrześcijańskiej, oparte na woli Bożej. To święte zasady katechizmu, które sam Bóg pragnął uchylić od sporów, podnosząc je do godności dogmatów wiary.

(Kazanie z 28 VIII 1938)


Wprawdzie zamiary Boże są dla nas często niezrozumiałe, według słów Dawida: „Sądy Twoje przepaść wielka”, lecz pochodzi to stąd, że my patrzymy tylko na chwilę obecną i chcemy by ona była dla nas korzystną. Bóg zaś obejmuje swoją opatrznością całe nasze życie i wieczność naszą, by nam ułatwić osiągnięcie ostatecznego celu.

(Kazanie z 9 VII 1939)


Rozumni rodzice muszą odmawiać dzieciom wielu rzeczy, których te w dziecinnej swej nierozwadze natrętnie się domagają i żądają. Tak też Bóg odmawia nam wielu żądz serca, bo szkodzić nam nie chce.

(Kazanie z 9 VII 1939)


Są ludzie nieraz w gruncie religijni, którzy tak się dają pochłonąć codziennym zatrudnieniom, że nie znajdują chwili wolnej na krótką modlitwę, na wysłuchanie mszy św. lub oczyszczenie duszy przez Sakrament Pokuty. Zapewne nie godzi się zaniedbywać obowiązków stanu, ale też nie godzi się zaniedbywać rozkazu Zbawiciela: „Szukajcie najprzód Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego”.

(Kazanie z 16 VII 1939)


Jeżeli pragniecie mieć w życiu łaskę Bożą i pokój wewnętrzny, jeżeli chcecie umierać z nadzieją i znaleźć Boga w wieczności: „Strzeżcie się pilnie fałszywych proroków, którzy do was przychodzą w odzieniu owczym, a wewnątrz są wilcy drapieżni”. Nie wierzcie nigdy nowinkarzom, którzy pod pozorem postępu i oświaty podkopują w sercach waszych święte fundamenta wiary św. Trzymajcie się w całym życiu niezachwianie wiary św., a przede wszystkim wypełniajcie w całym życiu i wypełniajcie, co wiara św. nakazuje, nie porzucajcie pacierza, nie strońcie od Kościoła, nie uciekajcie od konfesjonału i Stołu Pańskiego.

(Kazanie z 16 VII 1939)


Tak to bywa na świecie; ludzie tysiączne dobrodziejstwa od Boga odbierają, bo jego darami żyją, od Niego mają duszę i ciało, zdrowie, majątki, godności i wszystko, a jakże mało takich, którzy by szczerze przyszli podziękować za to Panu Bogu i starali się za odebrane dobrodziejstwa odwdzięczyć.

(Kazanie z 26 VIII 1939)


Na wzburzone fale życia, w czasie tych bardzo dla nas ciężkich czasów, lejcie obficie oliwę różańca. Idźcie przez życie z różańcem w ręku. Umierajcie z różańcem w ręku! Przy pomocy tego różańca wyprośmy sobie spokojniejsze czasy. Przy pomocy tego różańca wyprośmy sobie także łaskę zbawienia.

(Kazanie z 1 X 1939)


Różaniec do ręki wy wszyscy, którym dobro ludzkości i wasze leży wam na sercu! Różaniec do ręki wy, których Pan Bóg doświadczył ciężko! Zamiast bluźnić, narzekać na Pana Boga, że tak srogo nas karze, weźmijcie różaniec do ręki, bo ten różaniec to broń potężna! Różaniec niejeden raz wyprowadził już ludzkość z nieszczęścia.

(Kazanie z 1 X 1939)


Jeśli modlitwa nie idzie nam łatwo, powiedzmy: Panie dopomóż nam się modlić. Gdy nas gnębią pokusy mów: Panie dopomóż mi do zwalczania pokus. Idziesz do spowiedzi, mów: Panie pomóż mi się dobrze wyspowiadać! I tak w każdej sytuacji życiowej mieć za pomocnika Pana Boga, jego wzywać o pomoc, bo jak On Sam powiedział: „Beze mnie nic nie możecie”.

(Kazanie z 8 X 1939)


Św. Atanazy mówi, że jak w pieczęci nadającej w wosku kształt imienia lub osoby, tak i Bóg poprzez łaskę uświęcającą kształtuje człowieka na swoje podobieństwo. Św. Tomasz używa tutaj innego porównania o naturze żelaza. Mówi, że żelazo samo z siebie jest surowe, zimne, czarne. Kiedy się je jednak włoży w ogień, to przyjmuje jego właściwości, staje się ciepłe, świecące. Także i dusza przeniknięta łaską uświęcającą jest, o ile to możliwe w przypadku danej istoty, częścią obrazu Boga.

(Kazanie z 22 X 1939)


Do św. Antoniego Opata przybyli niegdyś zakonnicy z sąsiedniego klasztoru i pytali go, z jakich ksiąg czerpie swą wielką mądrość. Święty opat wskazał im najpierw na ziemię, a potem na niebo i rzekł: „Cała mądrość polega na tym, że ciągle rozważam, jak powinienem oderwać się od ziemi, a wznieść się do nieba”

(Kazanie z 1 XI 1939)


Myśl o niebie roznieca w duszy święty ogień tęsknoty za niebem; z tęsknoty zaś rodzi się czyn – rzetelny wysiłek osiągnięcia tego, za czym dusza tęskni, czego pożąda. Kto o niebie nie myśli ten i pracować na niebo nie będzie, a tym samym nie stanie w szeregu uczniów Chrystusowych.

(Kazanie z 1 XI 1939)


O czym może myśleć więzień zamknięty za grubą kratą? O wolności. O czy myśli człowiek, wyrwany z własnej ojczyzny i przeniesiony na grunt obcy? O kraju swoim, o domu rodzinnym. O czymże powinien myśleć każdy człowiek, który przecież lepszą swą cząstkę – duszę – wziął z nieba? – O niebie. Niebo to nasza prawdziwa ojczyzna, to nasze dziedzictwo.

(Kazanie z 1 XI 1939)


Myślcie o niebie, myślcie o niebie zarówno w kościele, jak i w domu, zarówno przy pracy, jak i w chwilach odpoczynku. Myśl o niebie gdy wstajesz ze snu, gdy kładziesz się do łóżka; myśl o niebie gdy klękasz do pacierza, gdy siadasz do posiłku. Myśl o niebie gdy ci wesoło na duszy, byś w weselu nie przebrał miary; myśl o niebie, gdy gniecie cię smutek i trwoga, byś nie stracił cierpliwości i nie zapomniał, że czuwa nad tobą Bóg, który jest ucieczką i mocą naszą i pomocnikiem we wszystkich uciskach naszych. W szczególniejszy sposób myśl o niebie w chwili pokus i doświadczeń, byś nie upadł. Myśl o niebie, a z tej myśli zrodzi się nie jeden dobry czyn, dobre zaś czyny wysłużą ci sowitą u Boga zapłatę. Amen.

(Kazanie z 1 XI 1939)


Jak bardzo życzyłbym sobie, o mój Jezu, objawić Cię całemu światu i obwieścić, że Tyś najświętszy,  najwyższy, abyś był przez wszystkich czczony, szanowany i kochany. Jednak zanim tak wykrzykniemy, sprawdźmy sami, jak wielki jest nasz własny szacunek i miłość do Jezusa oraz zobaczmy czy ogień, który chcielibyśmy zapalić w obcych sercach, płonie w naszych własnych.

(Kazanie z 4. Niedzieli Adwentu 1939)


Fragmenty kazań ks. Jana 1940-1941

Rodzina jest zalążkiem, z którego bierze swój początek cały naród i ludzkość. Zapytajcie siebie: co ja mogę i co muszę uczynić, aby moja rodzina [wędrowała] po jaśniejących śladach świętej Rodziny znajdując w ten sposób ową miarę szczęścia i radości, którą można odnaleźć w naszej ponurej ziemskiej teraźniejszości. Choćby na świecie panowało duże zamieszanie, i niezadowolenie, pomyślcie o powiedzeniu: „Mój dom jest moją twierdzą”. Przynajmniej tutaj powinien panować pokój i radość.

(Kazanie z Niedzieli Świętej Rodziny 1940)


Żaden lekarz nie zaradzi skutecznie chorobie, jeżeli nie zbada jej przyczyn; żaden ogrodnik nie oczyści ogrodu od zielska, jeżeli nie sięgnie do jego korzeni. Nie wystarczy zatem przy rachunku sumienia na tym tylko poprzestawać co samo nam w oko wpada. Ażeby pozbyć się grzechów na zawsze dotrzyjmy do gruntu i poznajmy, skąd pochodzą i co jest ich przyczyną.

(Kazanie z 25 II 1940)


Bóg ma prawo do człowieka, do każdej myśli jego umysłu, do bicia pulsu jego serca, do każdego drgnięcia jego dłoni. Bycie zależnym od Boga nie jest dla człowieka czymś poniżającym, lecz uszlachetniającym. Służyć Bogu to znaczy panować. Kto ugina kolana przed Bogiem, ten króluje w świecie. Kto jednak nie chce ukłonić się Bogu, ten [w istocie] liże stopy tysiącom bożków.

(Kazanie z 1 III 1940)


Zadziwia nas nieraz moc i zażyłość, z jaką żyli święci wobec Boga. Jak obiema stopami stali twardo na ziemi a przecież prowadzili życie tak bliskie Bogu! Jak potrafili z najtrzeźwiejszej pracy zwykłego dnia uczynić prawdziwą służbę Bogu. Możemy czasem zazdrościć świętym ich sztuki życia. A przecież! Jedyne co potrzebujemy, aby odkryć tę tajemnicę i siłę napędzającą mężczyzn i kobiet oraz by odnaleźć korzenie ich świętości dnia powszedniego, to nasza miłość do Boga.

(Kazanie z 1 III 1940)


„Panie daj, abym przejrzał”, i zobaczył ciebie i twe niezrównane dzieło. Oto jedyna modlitwa ludzkości współczesnej, o ile pragnie wybrnąć ze strasznego położenia zamieszania pojęć, upadku moralnego i chaosu ogólnego, które znalazły wyraz w ostatniej wojnie.

Czy ludzkość nauczy się tej modlitwy?

(Kazanie z 7 IV 1940)


Znakomity wynalazca Simpson, zapytany, który ze swych wynalazków uważa za największy, odrzekł z największą prostotą: „Największe odkrycie, którego dokonałem polega na tym, że jestem grzesznikiem, i że Jezus Chrystus jest moim Zbawicielem”. Dopóki cała ludzkość nie zrobi tego odkrycia, nie zaświta jej lepsza przyszłość. Amen.

(Kazanie z 7 IV 1940)


Przynieście iskierkę żywej wiary tu do kościoła, a zobaczycie tu coś wspanialszego i godniejszego, aniżeli w Ziemi Świętej. Tam są jeszcze miejsca przypominające nam Zbawiciela, ale nie ma już nawet śladu życia i cierpienia Boga-Człowieka. Ale tu w kościele jest nie tylko wspomnienie o Zbawicielu. Tu jest On sam z Ciałem i duszą, z boskością i człowieczeństwem. Tu nie tylko są ślady jego stóp, ale tu bije do was jego miłujące serce.

(Kazanie z 28 IV 1940)


Przychodźcie często tu do domu Bożego, aby mu oddać hołd w Przenajświętszym Sakramencie i Jemu wszystkie wasze dolegliwości ciała i duszy wyznać. On wam pomoże. Może nie spełni natychmiast wszystkich waszych często ziemskich, doczesnych życzeń, może nie zdejmie wam waszych krzyżów, cierpień i dolegliwości, bo może by to nie posłużyło ku waszemu zbawieniu. Ale pocieszy was, wzmocni swoją łaską w waszym codziennym spełnianiu obowiązków stanowych, w cierpliwym znoszeniu przeciwności, w walce z pokusami. A gdy wpadniecie w grzechy, doda wam odwagi i siły, byście przez dobrą spowiedź znowu na drogę łaski i cnoty powrócili.

(Kazanie z 28 IV 1940)


Bądźmy szczerzy wobec siebie samych, a znajdziemy dwa nieszczęścia, na które w głównej mierze choruje dziś nasze chrześcijaństwo: nasze chrześcijaństwo zbyt często i za bardzo staje się bezmyślnym przyzwyczajeniem oraz jest chrześcijaństwem niedzielnym. Rozdźwięk między religią i życiem, to zadowolone i niewymagające chrześcijaństwo niedzielne.

(Kazanie z 31 VIII 1940)


Chrześcijanin dnia powszedniego, lub – mówiąc dokładniej – święty dnia powszedniego! Takiego człowieka potrzebuje dzisiaj chrześcijaństwo. Ponieważ on przezwyciężył w swoim życiu i w sobie samym główne zło, na które choruje nasze chrześcijaństwo. Chrześcijanin żyjący w codzienności! To jest człowiek, którego potrzebuje dzisiaj świat! Jest on poszukiwany przez wielu, którzy odrzucają prawdziwe chrześcijaństwo, ponieważ szukają chrześcijaństwa idealnego, którego nie mogą znaleźć.

(Kazanie z 31 VIII 1940)


Chrześcijaństwo nie jest łóżkiem dla leniucha, na którym możemy się rozciągać i przeciągać. Chrześcijaństwo jest walką i wymaga niezłomnego zaangażowania! „Królestwo niebieskie doznaje gwałtu i tylko ludzie gwałtowni zdobywają je”. Jeżeli zatem Bóg zwraca się do nas z wymaganiami, to nie chcemy tchórzliwie się wymigiwać, lecz odważnie i w pełni sił mówić: „Oto jestem Panie, mów co mam czynić”.

(Kazanie z 31 VIII 1940)


Różaniec jest najlepszym, najpiękniejszym, najodpowiedniejszym modlitewnikiem. Najodpowiedniejszym ponieważ jest dla wszystkich dostępny i nie jest ani duży, ani gruby, możemy go zawsze nosić przy sobie. Jest najlepszym modlitewnikiem, ponieważ wszyscy go rozumieją – od prostej staruszki przesuwającej drżącymi rękami paciorki różańca do największego uczonego, który zagłębia się w jego tajemnicach. Najlepszym modlitewnikiem, ponieważ możemy się na nim modlić i w podróży i w szpitalu. To jest najlepszy modlitewnik, ponieważ jest przeznaczony i dla dziecka i dla starców, którym oczy odmówiły już posłuszeństwa. Jest modlitwą, którą można odmawiać i w świetle i w ciemności

(Kazanie z 6 X 1940)


Nie traćcie nadziei, jeśli zdarzy się, że będziemy w mniejszości! Zaczyn jest również mniejszością pośród dużej ilości mąki. Chrystus, apostołowie, pierwsi chrześcijanie także byli w mniejszości. Chrześcijanie, bądźcie świadomi wielkości tej godziny! Wszystko zależy od każdego. Stańcie się zaczynem świata!

(Kazanie z listopada 1940)


Patrzmy częściej na latarnię Niepokalanego Poczęcia! Wygrzejmy się w jej cudownym świetle. Niech Niepokalana stanie się światłem w naszym życiu, ale i w śmierci. Niech w naszej ostatniej godzinie przeprowadzi nas Ona w świetle do tego błogosławionego Królestwa, gdzie naprawdę będziemy mogli się cieszyć wielkością Maryi, wielkością naszego Boskiego Zbawiciela, ale również jako spadkobiercy Boskiego Królestwa naszą własną wieczną wielkością!

(Kazanie z 8 XII 1940)


Chrystus jest królem życia rodzinnego. Stare przysłowie mówi: Wybierasz się w podróż, pomódl się raz; wypływasz w morze, pomódl się dwa razy; zamierzasz zawrzeć związek małżeński, to pomódl się sto razy.

(Kazanie z 12 I 1941)


Ponieważ wiara daje człowiekowi bezpieczeństwo, można ją porównać do ubezpieczenia. Są różne ubezpieczenia: od pożaru, od wypadku itd. Kto zawiera takie ubezpieczenie, a potem dozna szkody na skutek pożaru lub wypadku, temu ubezpieczenie pokrywa powstałą szkodę wypłacając odpowiednią kwotę. Kto więc ma takie ubezpieczenie, ten ma mniej trosk i więcej spokoju. Nie musi się bowiem bać jakiegoś nieszczęścia tak bardzo, jak ktoś, kto nie ma takiego ubezpieczenia. Podobnie ma się rzecz z człowiekiem wierzącym. On jest ubezpieczony, ubezpieczony u Boga. Nie musi się więc obawiać śmierci.

(Kazanie z 27 I 1941)


Radosna, wzniosła radość Świąt Wielkanocnych pochodzi z Jego nauki o tym, że śmierć jednostki i zniszczenie świata nie oznacza klęski i zagłady ostatecznej, lecz że życie ziemskie znajdzie swoją kontynuację w życiu wiecznym. Z tej prawdy rodzi się ożywiająca i nigdy nie przemijająca radość najważniejszego wydarzenia w dziejach świata, jakim jest Zmartwychwstanie Chrystusa. Dlatego też z grobu Zmartwychwstałego tryska czyste, świeże źródło witalności i optymizmu.

(Kazanie z 13 IV 1941)


Chrystus umarł na krzyżu, ale od dwóch tysięcy lat miliony ludzi ze łzami w oczach patrzy z wdzięcznością i miłością na Jego wielkanocny grób i śpiewa z żarliwą radością hymn zwycięstwa: „Chrystus zmartwychwstał. Alleluja!” Tak, Wielkanoc jest świętem przyszłości, świętem życia.

(Kazanie z 13 IV 1941)


Prawda nie jest popularna, można ją na jakiś czas zakuć w kajdany, można szydzić z dobra, zdeptać godność, ale jej zdolne do pokonania wszystkiego siły wydostaną się nawet z zapieczętowanego, zamkniętego potężnym kamieniem grobu, aby w cudownym blasku wielkanocnego poranka rozpocząć swój zwycięski marsz. Ostateczny los prawdy to nie mroczny wieczór Wielkiego Piątku, lecz świetlisty promień chwały wielkanocnego poranka.

(Kazanie z 13 IV 1941)


Wierzymy, że krwawe stacje drogi krzyżowej historii zaprowadzą nas w końcu do grobu Zmartwychwstania, nawet jeśli dzisiaj biegną wśród uderzeń bicza Piłata, Kajfasza czy Heroda. Tak, niezłomnie wierzymy w to, że nawet jeśli nasz Wielki Piątek będzie miał więcej niż 24 godziny, to po nim nastąpi wielkanocny poranek. Kiedy? Tego nie wiemy. Ale, że ten poranek przyjdzie, to głosi i tego wymaga prawo etycznego porządku świata. Cała ludzkość przeżywa teraz krytyczny czas. Próbowano żyć bez Chrystusa i odkryto, że cierpienia się w ten sposób nie zmniejszają, lecz przeciwnie, odbierają im one siłę i chęć do życia.

(Kazanie z 13 IV 1941)


Naszym zadaniem jest wiernie powrócić z ciemności Wielkiego Piątku do ukrzyżowanej dobroci, aby wraz z nią mieć udział w nastaniu wielkanocnej jasności. Dlatego też do Zmartwychwstałego Zbawiciela kierujemy dzisiaj naszą żarliwą modlitwę wielkanocną, aby w końcu otwarło się niebo zasłonięte ciemnością naszej ciernistej drogi przez mękę i aby oświetlił nas delikatny blask wielkanocnego poranka.

(Kazanie z 13 IV 1941)


Życie jest wielką pustynią, którą wszyscy idziemy; gdybyśmy byli zdani sami sobie na łaskę, dusza nasza byłaby martwa, jak Morze Martwe , ale na szczęście tylko od nas zależy, by   strumień łaski nas ożywił i napełnił treścią życia, wlał radość i wiarę, zaszczepił cnotę.

Uważajmy, abyśmy nie byli podobni do węglarzy, którzy w zimie rozwożą węgiel. Może trochę dziwne porównanie, ale zimą na ulicach widzimy wozy naładowane węglem. Na stosach węgla siedzą zmarznięci robotnicy. Pod nimi źródło ciepła, a oni marzną. Podobnie wygląda świat bez wiary, bez Ducha św. Wystarczy ręce wyciągnąć ku źródłu mocy i życia Ducha św., a wstąpi w nas ochota do życia i pokonamy najtrudniejsze przeszkody.

(Kazanie o Duchu Świętym, brak daty)


Miłosierdzie Chrystusa jest niekończącą się szeroką rzeką, która nigdy się nie wyczerpie. Przypomina rzekę w ogrodzie rajskim, która rozdzielała się na cztery ramiona. Ze źródła Boskiego miłosierdzia płyną ku nam cztery niewyczerpane rzeki dobrodziejstw.

Jedna rzeka to stworzenie, druga to jego podtrzymanie, trzecia – zbawienie, czwarta zaś – uświęcenie. Każda z tych rzek jest niczym bezdenne morze dobrodziejstw i łask. Tak jak nikt nie mógłby istnieć, gdyby nie stworzył go Bóg, tak samo każdy przepadłby od razu w nicość gdyby Bóg w każdej chwili nie podtrzymywał go w jego bycie.

(Kazanie o nieskończonym miłosierdziu Chrystusa, brak daty)


Owca, która idzie własną drogą, staje się łupem dla wilków. Kto jednak chce cieszyć się opieką i wsparciem Chrystusa, ten musi trzymać się Chrystusa i zbratać się z Nim, ale nie w sposób nieśmiały i małoduszny, lecz z zapałem i w pełni zaufania

(Kazanie o nieskończonym miłosierdziu Chrystusa, brak daty)

 

 


Wywiad o procesie beatyfikacyjnym

Justyna Kapłańska, ks. dr Damian Bednarski

Śląsk nie zapomina o swoich męczennikach

 

Proces beatyfikacyjny ks. Jana Machy (1914-1942)

 

Justyna Kapłańska:  Ksiądz Jan Macha – Ślązak, kapłan, męczennik okresu drugiej wojny światowej. Jak to się stało, że właśnie Ksiądz został postulatorem jego procesu beatyfikacyjnego?

Ks. dr Damian Bednarski:  Pewnie za sprawą księdza Jana Machy, to on sobie wybrał postulatora – to może żartem. Ale, poważniej mówiąc, ksiądz arcybiskup, Wiktor Skworc, szukał osoby, która z jednej strony ma znajomość historii, z drugiej byłaby w stanie zająć się właśnie procesem beatyfikacyjnym, który nie jest, jak się okazuje, sprawą prostą i trzeba w różnych kierunkach pójść, i wiele wysiłku włożyć, żeby zebrać materiały i świadków. I jako, że ja byłem pod ręką, mieszkałem w Katowicach, byłem wówczas duszpasterzem akademickim, od kilku lat jestem pracownikiem Zakładu Teologii Patrystycznej i Historii Kościoła Wydziału Teologicznego, los padł na mnie (śmiech). Ksiądz Arcybiskup zaufał mi, zaproponował bycie postulatorem i stało się – już prawie dwa lata. Dodam, że poczytuję to sobie za wielki zaszczyt i łaskę.

Czy wcześniej słyszał Ksiądz o księdzu Masze?

Tak, jako kleryk, student teologii słyszałem o nim na zajęciach z historii Kościoła. Zresztą sam się mocno interesowałem okresem II Wojny Światowej i prześladowaniami duchowieństwa, więc postać ta była mi znana. Powiem więcej, interesowałem się nim, bo to był jedyny ksiądz diecezji katowickiej zamordowany nie w obozie koncentracyjnym – jak wielu – ale właśnie w więzieniu, tu niedaleko w Katowicach i to jako młody kapłan. I w wyjątkowo perfidny sposób – przez ścięcie na gilotynie. Więc to była taka wyjątkowa postać, jakoś odznaczająca się.

Wyróżniająca się – a teraz Ksiądz jako specjalista może powiedzieć: jaką osobowością był ksiądz Macha? Jakie cechy go charakteryzowały?

Zacznę od ukazania jego cech charakteru. To był człowiek na pewno radosny, pełen życia, zaangażowany. Wiemy z opisów, przekazów i świadectw jego bliskich i przyjaciół, że interesował się bardzo mocno sportem i dobrze tańczył, i grał na skrzypcach, na gitarze – jak to widać na zdjęciach. Był towarzyski, zaangażowany w życie różnych kółek, dobrze sobie radził w szkole – interesował się i literaturą, i historią, a przy tym był człowiekiem niezwykle wrażliwym na drugiego, chcącym pomagać, stojącym przy biednych. Potem, jako student pomagał kolegom swoim z uboższych rodzin w Bratniaku (organizacja wspierająca uboższych studentów) – tak więc osobowość bardzo bogata. Na pewno nie był jakimś milczkiem i kimś siedzącym z tyłu, ale człowiekiem przedsiębiorczym.

Aktywistą.

Poniekąd tak. Już jako młody chłopak brał czynny udział w stowarzyszeniu młodzieży katolickiej w rodzinnej parafii, prowadząc pogadanki, wykłady, to samo potem w seminarium.

A czy na tę jego postawę mogła mieć wpływ rodzina czy bardziej było to od niego, jako swego rodzaju łaska?

Ja myślę, że wszystko po trochu, bo i rodzina bardzo religijna, bardzo zaangażowana, i otwarta na innych, i pokazująca, jakimi wartościami się kierować w życiu. Ale też i parafia, i duszpasterze, z którymi się stykał, i katecheta. To w pewnym sensie ewenement, że jego katechetą w gimnazjum przez 8 lat był ten sam kapłan – obecnie katecheci zmieniają się znacznie częściej. 8 lat uczył go w Gimnazjum im. Odrowążów w Królewskiej Hucie ks. Aleksy Siara. Poza tym wpływ na niego miało seminarium…

…ale nie dostał się tam od razu. Mimo że chciał.

Faktem jest, że bezpośrednio po maturze nie został wpisany na listę studentów teologii. Powodem była duża liczba kandydatów – a on późno się zgłosił. Oczywiście on nie stracił tego roku, bo to nie było w jego stylu. Dobrze wykorzystał ten rok. Poszedł na studia na Wydziale Prawa i Administracji na Uniwersytecie Jagiellońskim (to świadczy o tym, że nie problemy z nauką stanęły na jego drodze do kapłaństwa). Chodzi tylko o ten brak miejsc, bo to był akurat taki boom powołani owy w latach 30., w katowickim seminarium, które wówczas mieściło się w Krakowie. A ilość miejsca była ograniczona – 120-140 miejsc.

Teraz przydałby się taki boom.

No przydałby się. I daj Panie Boże zostanie wyproszony przez sługę Bożego! Ja myślę, że ks. Macha, jako taki młody kapłan zamordowany, wyprosi nam jakąś łaskę większej liczby kapłanów, ale też świętych kapłanów i kleryków, na wzór ks. Machy wyróżniających się zaangażowaniem.

I tak – ksiądz Macha dostaje się do seminarium. Jest dosyć znany, doceniany w tym seminarium, odznacza się w szczególny sposób. W 1939 roku mają miejsce jego święcenia kapłańskie, co jest sporym wydarzeniem dla parafii. Jednak już w trakcie prymicji podobno przewidział, że nie umrze zwyczajną śmiercią.

Tak, i jest to relacja nie tylko jego siostry, Róży, która później spisała swoje wspomnienia z tego dnia. Także inni zaświadczają, że tuż przed wyruszeniem procesji do kościoła, by odprawić mszę świętą prymicyjną miała miejsce niesamowita scena – ksiądz Jan nagle zadumał się, trochę zasmucił i mówi do kolegów, dwóch księży, co posłyszała jego siostra: »Dziś jest dla mnie taki dzień, że trzeba o wszystkim pomyśleć. Myślę o śmierci. Wiecie, co Wam powiem, że ja naturalną śmiercią nie umrę«. »Co Ty mówisz?«. »Tak, zobaczycie, ani od kuli, ani od powieszenia, zobaczycie«. Tak jakby przewidział. I po tych słowach wyruszono do kościoła. Według relacji niektórych uczestników prymicji, w czasie mszy świętej, wokół szyi księdza Jana, w czasie okadzenia ołtarza, pojawił się taki jakby szal biały otaczający jego szyję. Był on biały, czy czerwony, co miałoby też – tak interpretowano – sugerować śmierć przez ścięcie. Czy było to tylko złudzenie, czy coś więcej? Bezdyskusyjnym faktem było samo to wydarzenie, że przewidział, że nie umrze w sposób naturalny, ale że czeka go jakaś śmierć męczeńska.

Zanim ta zapowiedź się spełniła, jeszcze przez krótki czas był kapłanem parafialnym.

Tak, przez dwa lata był wikarym.

Czym charakteryzowała się ta praca, na czym się skupiał i co też w konsekwencji doprowadziło do śmierci?

Święcenia przyjął tuż przez wybuchem II Wojny Światowej, bo 25 czerwca 1939 roku i okres wakacyjny spędził na zastępstwach, zwłaszcza w swojej parafii rodzinnej w Chorzowie Starym, a od początku września został skierowany do parafii św. Józefa w Rudzie Śląskiej, gdzie pracował u boku zacnego księdza Jana Skrzypczyka. I w sposób szczególny angażował się w duszpasterstwo młodzieży. Młodzież od początku wojny nie działała już w ruchach, stowarzyszeniach katolickich, bo to było zakazane przez Niemców, ale w sposób naturalny gromadzili się przy swoim duszpasterzu. Wśród tych młodych byli też harcerze. I ksiądz Jan zaangażował ich w pomoc charytatywną rodzinom, które tego najbardziej potrzebowały, zwłaszcza rodziny powstańców śląskich, pozamykanych w więzieniach, obozach. Ale to nie jedyny rys jego pracy duszpasterskiej, bo przede wszystkim był tym, który przygotowywał do sakramentów świętych i pełnił zwyczajną posługę kapłańską. Mamy zdjęcia z okresu okupacji, gdy przygotowywał dzieci do pierwszej komunii św. Był mocno zaangażowany jako kaznodzieja – stąd zachowało się do dzisiaj prawie 60 kazań, które wygłosił w czasie okupacji. I to nie były kazania jednostronicowe, ale takie można powiedzieć mini-konferencje, trwające pewnie pół godziny czy nawet czterdzieści pięć minut solidnie przygotowane homilie. Był podobno dobrym kaznodzieją. No i to wszystko, co wiąże się z życiem parafialnym – wszelka posługa. Tym bardziej, że wikarzy musieli od pewnego momentu zastępować także nieobecnego w parafii proboszcza, który musiał się przed Niemcami ukrywać.

Czym najbardziej podpadł Niemcom?

Mój wniosek po analizie różnych dokumentów i po relacjach świadków jest taki, że najbardziej tym się naraził, iż miał wrodzoną charyzmę gromadzenia wokół siebie innych, zwłaszcza młodych. To nie mogło się podobać Niemcom, którzy bali się wszelkich grup, które mogły okazać się w jakiś sposób przeciwne ideologii nazistowskiej i ruchom niemieckim. Na pewno nie podpadł za jakąś działalność wywrotową, polityczną – nie, daleki był od tego – ale właśnie zaangażowaniem w pomoc charytatywną, a przy okazji gromadzeniem wokół siebie tych młodych, których liczby szły potem w dziesiątki i setki. Wiemy, że obszar pomocowy organizacji, którą stworzył sięgał daleko poza Rudę Śląską. To na pewno nie podobało się Niemcom, dlatego też w akcie oskarżenia pojawiły się słowa o zdradzie stanu, tzn. działanie na niekorzyść państwa niemieckiego. I to była podstawa. Oczywiście Niemcy od samego początku okupacji też przeszkadzali duchownym katolickim w jakiejkolwiek działalności, ponieważ uważano Kościół katolicki i księży za tych, których działalność jest niewskazana i nie służy propagandzie nazistowskiej. Stąd też między innymi na stworzonej przed wojną liście proskrypcyjnej pojawiło się kilka nazwisk duchownych, których trzeba było w pierwszym momencie wykończyć.

No i ostatecznie ksiądz Macha trafia do więzienia, mimo prób uwolnienia zostaje skazany na śmierć. Jak wyglądały te ostatnie chwile jego życia?

Po dwóch latach działalności, na początku września 1941 roku, ksiądz Jan został aresztowany przez katowickie gestapo. Najpierw siedział w tymczasowym więzieniu-obozie w Mysłowicach, potem w areszcie mysłowickim i wreszcie trafił do więzienia w Katowicach przy ulicy Mikołowskiej. Po 17 lipca 1942 roku, kiedy to odbył się proces i usłyszał wyrok śmierci, znalazł się na oddziale przeznaczonym dla skazanych na najwyższy wymiar kary. Był to oddział B1 w tymże więzieniu. Dotychczasowa zwyczajowa praktyka pruska była taka, że wyrok śmierci był wykonywany w ciągu kilku tygodniu po jego wydaniu, a gdy to nie następowało, to po 99 dniach zamieniano karę śmierci na inną – najczęściej długoletnie więzienie. Ksiądz Jan Macha siedział w więzieniu w Katowicach 138 dni czekając od momentu, gdy usłyszał: jesteś skazany na śmierć, do wykonania wyroku. Na pewno był to czas dramatyczny, zwłaszcza, gdy minął setny dzień i mógł spodziewać się, że mu zostanie zamieniona ta kara. Tym bardziej, że czyniono starania o uwolnienie: i rodzina – mama dotarła aż do Berlina, i sprawujący funkcję biskupa w diecezji wikariusz generalny Franz Woźnica (ksiądz o nastawieniu proniemieckim) też czynił starania, by go uwolnić. I nie wskórał nic. I następuje 138. dzień od wydania wyroku śmierci. Jest 2 grudnia 1942 roku, areszt w Katowicach i nadchodzi wiadomość, że tej nocy kolejna grupa skazańców zostanie zgilotynowana. Wśród nich jest ksiądz Jan Macha. Więźniowie mieli szansę na przygotowanie się na śmierć, spotkanie z kapelanem, wyspowiadanie się, napisanie ostatniego listu do rodziny, (list zachował się do dzisiaj), ostatni posiłek, i, kto potrzebował – ostatni papieros. Wreszcie przebrano ich w papierowe koszule, by zaoszczędzić ubrań, tych lichych drelichów więziennych. I ostatnia droga do pomieszczenia, gdzie stała gilotyna – to już działo się w okolicach północy z 2 na 3 grudnia 1942 roku. Tutaj odbywało się ostatnie spotkanie z prokuratorem, odczytanie jeszcze raz wyroku śmierci i uruchamiano narzędzie zbrodni. Ostrze gilotyny przerywało ziemskie życie skazańca. W akcie zgonu, w Urzędzie Stanu Cywilnego zapisano przy nazwisku Jan Macha godzinę 0:15. Ciała zgilotynowanych nad ranem wywieziono w stronę Auschwitz, gdzie zostały spalone w krematorium.

I ze świadectw wiemy też, że do końca ks. Jan Macha zachowywał spokój. Do końca ufał i wierzył Bogu.

Patrząc na całość jego życia, czy może Ksiądz powiedzieć – co najbardziej Księdza fascynuje w tej postaci? Czego wzorem mógłby być?

Kilka takich spraw odkryłem patrząc i przyglądając się, i analizując jego życie, w jakiś sposób rozpoczynając swoją przyjaźń z księdzem Janem. Tak już go dziś odbieram: jako przyjaciela i duchowego towarzysza, osobę bardzo bliską duchowo. Fascynuje mnie, po pierwsze, to jego oddanie dla innych, ta miłość, przejawiająca się w konkretnych zachowaniach, w trosce o innych, myśleniu o innych. Myślę, że z tego powodu może być patronem wszystkich dzieł Caritas, dzieł charytatywnych w Kościele. To jest dla mnie taki jeden rys i tu można by go ulokować jako patrona tych wszystkich spraw, zwłaszcza teraz kiedy są tak bardzo akcentowane w Kościele – przez papieża Franciszka, że potrzebne jest to nastawienie pro existentia, dla życia. Ks. Macha był związany z tym, co dziś nazywamy opcją preferencyjną na rzecz ubogich. To jedno. Po drugie, jego postawa kapłańska, która z jednej strony jest taka naturalna, bo robi to, co kapłan powinien – modli się, odprawia msze święte pobożnie, głosi dobre kazania, i jest z młodzieżą (myślę, że w tej kwestii wyprzedzał Sobór Watykański II, od kiedy to właśnie mocno akcentuje się tę działalność, to współdziałanie z młodymi, ze świeckimi). Pewnie było więcej takich księży, on był jednym z nich. Wykorzystywał metody jak najnowsze, na przykład, dla katechezy sprowadził sobie rzutnik i pokazywał młodzieży i dzieciom na katechezie slajdy. Już trwała okupacja, gdy sprowadzał te pomoce dydaktyczne z Niemiec. Wiedział, że do młodych trzeba docierać w nowoczesny sposób. Więc on chciał wykorzystać te najnowsze metody dla katechezy. I do tego wierność kapłaństwu, bo przecież warunki obozowe i więzienne były okrutne, a on i tam starał się być gorliwym kapłanem. Prosił więc swojego przyjaciela, żeby kuria przedłużyła mu jurysdykcję, żeby mógł spowiadać tam, w tych ekstremalnych dla życia warunkach. Tam głosił Słowo Boże – mamy zanotowany fragment jego homilii na Boże Narodzenie 1941 roku, którą wygłosił dla współtowarzyszy niedoli. Dalej, z listów, które zostawił, z listów więziennych, wyłania się postać rozmodlona i o tę modlitwę prosząca, wierny kapłaństwu, wierny swojemu powołaniu, ufający Panu Bogu do końca. I w tym wszystkim może być wzorem dla innej grupy – dla księży, dla młodych księży, dla kleryków, żeby zafascynowali się jego postawą, żeby maksimum z siebie dać, i w seminarium – bo on się nie oszczędzał, bo wiedział, że to potem służy pracy duszpasterskiej, i w ogóle odczytywaniu tożsamości kapłańskiej. To są te sprawy, które mnie mocno zafascynowały. Na pewno również jego pracowitość, systematyczność, sumienność. Ta pracowitość pokazała się już przy pisaniu pracy magisterskiej, która była tak solidna, że recenzent mówił, że można by ją potraktować jako pracę doktorską.

Czyli właściwie większość z nas mogłaby się odnaleźć w takim codziennym życiu, studenci…

… teologii też!

...jako przykład. No to pozostaje nam się modlić o rychłą beatyfikację i dziękuję za rozmowę.

Dziękuję również bardzo.


Ks. dr Damian Bednarski – postulator procesu beatyfikacyjnego ks. Jana Machy, adiunkt Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego (Zakład Teologii Patrystycznej i Historii Kościoła), wykładowca w Wyższym Seminarium Duchownym Franciszkanów w Panewnikach, konsultor Komisji ds. Dziedzictwa Kościoła Katowickiego II Synodu Archidiecezji Katowickiej, sekretarz redakcji 'Śląskich Studiów Historyczno-Teologicznych', sekretarz redakcji 'Źródła do dziejów Kościoła katolickiego na Górnym Śląsku', rezydent parafii św. Bartłomieja Apostoła w Bieruniu Starym.


Zapamiętaj mnie (90 dni)

Aby uzyskać dane do logowania zadzwoń: 32 733-39-42